Jan Gustkowicz urodził się 12.05.1906 roku w Raciborsku koło Wieliczki. Po ukończeniu szkoły powszechnej i średniej, wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie. Święcenia kapłańskie uzyskał 26.06.1932 roku. Był wikarym i katechetą w parafii p. w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzozdowcach. Ks. Gustkowicz był ulubieńcem parafian. Zawsze pogodny, skory do żartów ale i chętny do pomocy. W czasie największych uroczystości religijnych i patriotycznych był w Brzozdowcach zwyczaj strzelania z moździerzy. Ksiądz był wielkim zwolennikiem tego zwyczaju i często w nim uczestniczył. Zachowało się zdjęcie ze strzelania o świcie w dniu 3 maja 1934 roku, na którym widoczny jest ks. Gustkowicz w towarzystwie mistrza od strzelania Józefa Kozakiewicza [z lewej] i Jana Burlikowskiego [z prawej].

Ksiądz był również gorącym patriotą. Parafianie długo wspominali patriotyczne kazanie, jakie wygłosił podczas uroczystej sumy odprawionej w drugą niedzielą września 1933 roku, w 250 rocznicę odsieczy wiedeńskiej. Ksiądz Gustkowicz długo jeszcze utrzymywał kontakt z młodzieżą brzozdowiecką. Gdy już pracował w parafii p. w. św. Marii Magdaleny we Lwowie, zaprosił do odwiedzenia go przez grupę druhów wracających ze zlotu młodzieży Katolickiego Związku Młodzieży Męskiej w Częstochowie we wrześniu 1938 roku.

Po wybuchu II wojny Światowej i zajęciu Lwowa przez Rosjan, działał aktywnie na rzecz pomocy Polakom zagrożonym zsyłką na Syberię. Pod okupacją niemiecką od 1941 roku, brał udział w tajnym nauczaniu, ukrywając się pod nazwiskiem Janowski. W 1943 roku był proboszczem w parafii w Sromowcach Wyżnych, nad Dunajcem w Pieninach. Od 1945 roku przebywał w Krakowie, gdzie był nauczycielem religii w szkole handlowej a następnie w Warszawie.

Za namową ks. Józefa Zator-Przytockiego, od 1948 roku przebywał w Gdańsku, gdzie został proboszczem parafii p. w. św. Jadwigi Śląskiej, położonej w dzielnicy Nowy Port, aż do czasu przejścia na emeryturę w 1984 roku. Zasłużony w odbudowie kościoła i życia parafialnego w Nowym Porcie, otoczony powszechnym szacunkiem, słynął z ascetycznego trybu życia. Ksiądz prałat Jan Gustkowicz zmarł 06.02.1993 roku i pochowany został na cmentarzu w Nowym Porcie przy ul. Góreckiego. Na tablicy nagrobnej widnieje napis „zmarł w opinii świętości”. Parafianie, mieszkańcy Nowego Portu wspominali go jako wyjątkowego kapłana, zasłużonego dla dzielnicy. Był kapłanem z powołania i nie otaczał się dobrami materialnymi. Wspomagał finansowo biednych i potrzebujących. Na grobie i wokół niego zawsze paliły się znicze. W kościele p. w. św. Jadwigi, w 1995 roku odsłonięto poświęconą mu tablicę z popiersiem. W 1996 roku został patronem placu w Nowym Porcie (do 1945 Wilhelmplatz, po 1945 roku pl. Demokratów), doczekał się też pomnika. Jego imieniem nazwany został Klub Duszpasterstwa Ludzi Morza przy parafii p. w. św. Jadwigi Śląskiej.

W piątek 11 grudnia 2015 roku odwiedzający cmentarz w Nowym Porcie, zauważyli zniszczony grób księdza i sprofanowane szczątki. W kościele odbyły się modlitwy ekspiacyjne. W dniu 20 grudnia przy grobie zgromadziło się ponad stu wiernych z księdzem, który odprawił nabożeństwo pokutno-błagalne. Dokonano również powtórnego poświęcenia sprofanowanego grobu.

P. S. Na odwrocie dołączonego do niniejszego wspomnienia zdjęcia ks. Jana Gustkowicza wykonanego w czasie, gdy był wikarym w Brzozdowcach widnieje jego własnoręczny opis: Kochanemu Jankowi z prośbą o pamięć. Ks. Jan Gustkowicz (podpis). Zdjęcie to zostało ofiarowane Janowi Burlikowskiemu, prezesowi Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Brzozdowcach.

Osobiście miałem okazję spotkać księdza Jana, gdy razem z Ojcem odwiedziliśmy go na plebanii parafii w Nowym Porcie, w połowie lat 50-tych ubiegłego wieku. Był bardzo zaskoczony, bo wcześniej nie został uprzedzony o wizycie, a równocześnie bardzo ucieszony. Przyjął nas jakimś poczęstunkiem i długo rozmawiał z Ojcem wspominając mile czas spędzony w Brzozdowcach.

Na podstawie Encyklopedii Gdańskiej, wspomnień Jana Burlikowskiego i własnych, opracował Stanisław Burlikowski, w kwietniu 2021 roku.

Zima 1939/40 była ciężka, szczególnie ostre mrozy dawały się we znaki w połowie lutego. 10 lutego 1940 roku dotarła do Brzozdowiec już rankiem wieść tragiczna i niezrozumiała. Oto niektóre polskie miejscowości zostały w nocy z 9 na 10 lutego przy 40 stopniowym mrozie otoczone przez funkcjonariuszy NKWD, ludność wypędzona z domów, zabrana na wozy i przewieziona do Chodorowa. Tam załadowano wszystkich do towarowych wagonów „z kominkami”. W okolicy taki los spotkał wieś Kremerówkę koło Chodorowa i wieś Turady koło Żydaczowa.

Dla nas była to wiadomość straszna i zupełnie niepojęta. Co winni byli ci ludzie, na ogół biedni, nie mający nic wspólnego z polityką, pracujący ciężko na swoich małorolnych gospodarstwach. Jak nam doniesiono, nie oszczędzono nikogo ani starców nad grobami, ani dzieci. Nawet matki będące po połogu składano na koc i tak razem z noworodkiem wsadzano na wóz podczas siarczystego mrozu. Wolno było zabrać pościel, odzież i gotowe środki żywności. Resztę wszystko pozostało. Opowiadano, że rozpacz tych ludzi była ogromna. Gdy wagony bydlęce „z kominkami” ruszyły w nieznaną dal, rozległ się płacz i jęk a potem pociechy szukano w modlitwie.

Szczególnie rozdzierający był śpiew znanej pieśni, jakżeż aktualnej w danej chwili: „Serdeczna Matko, opiekunko ludzi, niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi, wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy, zlituj się zlituj, niech się nie tułamy”.

I tak tragiczne pociągi, jak się później okazało, podążały na stepy Kazachstanu i do lasów uralskich. Opowiadano, że szlak ten znaczyły trupy ludzi zmarłych i zamarzłych dzieci.

Wrażenie w Brzozdowcach było ogromnie smutne. Modlono się gorąco za tych nieszczęśliwych, wyrwanych niespodziewanie ze swoich, często nędznych domów. Widziało się kobiety w kościele leżące krzyżem przed ołtarzem, szlochające i modlące się na głos „Jezu cudowny – ratuj ich”.

Był to pierwszy wywóz Polaków, jak mówiono „na Sybir”. Wtedy nie dotknął ten los nikogo z Brzozdowiec, czy z najbliższej okolicy. Ostała się czysto polska wieś Krasna Góra w tej samej parafii tylko dlatego, że kolonia ta pochodziła jeszcze z czasów austriackich.

W późniejszym czasie wywieziono „na Sybir” rodziny wcześniej aresztowanych: nauczyciela Stanisława Marciniaka, podporucznika rezerwy WP, rodziny policjantów Kubackiego i Kasperowa. Wcześniej aresztowano też policjanta Sienkiewicza, ale ten rodziny nie miał. Po aresztowanych tych ślad zaginął a rodziny ich powróciły po wojnie do Polski.

Dziwny los i chyba szczęśliwy, spotkał pewnego lekarza Żyda z krakowskiego, którego losy wojenne zapędziły do Brzozdowiec. Zamiast na zachód pojechał na wschód i chyba uratował swoje życie w ten dziwny sposób.

Ludność polska z wielkim strachem przyjmowała wiadomość o pojawieniu się wagonów bydlęcych „z kominkami”, bo to oznaczało kolejny wywóz. Nie słyszano aby wywieziono kogoś z Ukraińców lub Żydów, z wyjątkiem przytoczonego wyżej przypadku.

Po napaści Niemców na Związek Radziecki, milicjanci ukraińscy opowiadali, że w biurze NKWD w Chodorowie znaleziono wykaz rodzin z Brzozdowiec i Hranek przeznaczonych do wywózki na lipiec 1941 roku, i że było tam 57 nazwisk.

W tym czasie, gdy w lutową, mroźną noc odbywał się pierwszy wywóz, lwowski dziennik „Czerwony Sztandar” zamieścił na pierwszej stronie fotografię uśmiechniętego Stalina w otoczeniu dzieci z podpisem „wielki Stalin kocha dzieci”.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał Stanisław Burlikowski w kwietniu 2021 roku.

P. S. Stanisław Marciniak, nauczyciel, podporucznik rezerwy Wojska Polskiego, zmobilizowany w 1939 roku brał udział w obronie Lwowa. Po zajęciu Lwowa przez Armię Czerwoną powrócił w mundurze do Brzozdowiec i został aresztowany przez NKWD. Został zamordowany w Katyniu, jego nazwisko znalazło się na liście katyńskiej.

Posterunkowy Jan Kubacki aresztowany przez NKWD w jesieni 1939 roku przepadł bez wieści.

Posterunkowy Jan Kasperow został aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu we Lwowie. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, wraz z grupą więźniów udało się mu z niego wydostać. W Brzozdowcach nie zastał już żony z dziećmi wywiezionymi do Kazachstanu. Został aresztowany przez milicję ukraińską. Na szczęście w tym czasie w Brzozdowcach kwaterowało wojsko słowackie. Dzięki wstawiennictwu grupy Polaków z ks. Stanisławem Kozłowskim, na polecenie dowódcy słowackiego, przejęli go żołnierze słowaccy i zabrali ze sobą do Lwowa. Przeżył wojnę, lecz dalsze jego losy nie były znane mojemu Ojcu.

Komendant PP w Brzozdowcach Edward Żugaj ukrywał się skutecznie, a po wojnie wyjechał na Zimie Odzyskane.

Starszy przodownik Bronisław Lis wyjechał do Lwowa, gdzie został aresztowany i przepadł bez wieści. To samo spotkało posterunkowego Bohdana Sienkiewicza.

Być może ktoś zna losy zaginionych bez wieści polskich policjantów z Brzozdowiec? Jak ogromna była ich ofiara i ich rodzin. A przecież takich posterunków było wiele. To świadectwo wielkich cierpień ludności polskiej z wschodnich terenów przydzielonych do Rosji sowieckiej.

Stanisław Burlikowski

Na fotografii: w środku komendant posterunku PP w Brzozdowcach Edward Żugaj, z lewej sekretarz gminy Stanisław Rowiński, z prawej wójt gminy Józef Kłosowski.

Wybitni brzozdowianie – prof. zw. dr h. c. Stefan Górniak, ekonomista, znawca księgowości i rachunkowości

Stefan Górniak urodził się 01.09.1900 roku w Brzozdowcach, w wielodzietnej, niezamożnej rodzinie. Był najmłodszym synem Piotra Górniaka i Konstancji z domu Śliwak, której ojciec Jan Śliwak był brzozdowieckim murarzem i tkaczem. Rodzina Śliwaków, wcześniej Śliwów, pochodziła według mojej cioci Mani (Marii z Burlikowskich Tokarzowej) z okolic Dzikowa, obecnie dzielnicy Tarnobrzega. Z kolei Górniacy, z których pierwszym przedstawicielem w Brzozdowcach był Piotr, pochodziła według niej z okolic Żywca. Stefan szkołę powszechną ukończył w 1911 roku. Później uczęszczał do VI Gimnazjum Państwowego we Lwowie, które ukończył zdając egzamin dojrzałości w 1919 roku. W nauce i życiu pomagał mu starszy o 11 lat brat Jan, przedwojenny sędzia.

W 1919 roku zgłosił się na ochotnika do służby wojskowej, a w okresie od sierpnia do października 1920 bezpośrednio uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej w stopniu starszego szeregowca w jednym z pułków piechoty. W tym stopniu został przeniesiony do rezerwy. Po ukończeniu studium ekonomiczno-handlowego przy Akademii Handlowej, studiował na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Jana Kazimierza, który ukończył w 1924 roku uzyskując stopień doktora praw. W trakcie studiów dorabiał w Polskiej Nafcie SA, w Państwowym Urzędzie Zbożowym, w Towarzystwie Eksploatacji Soli Potasowych. Zebrał wtedy cenne doświadczenia praktyczne, rozwijane następnie na polu naukowym.

W roku 1926 roku rozpoczął działalność zawodowa i naukową w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego we Lwowie, która od 1937 roku przyjęła nazwę Akademii Handlu Zagranicznego, a po utworzeniu we lwowskim uniwersytecie studium ekonomicznego i skarbowego – również na tych studiach. Od 1927 roku do wybuchu wojny był też równocześnie nauczycielem w Państwowej Szkole Ekonomiczno-Handlowej. W okresie okupacji sowieckiej, w latach 1939 – 1941 był wykładowcą w Technikum Handlu Radzieckiego. Podczas okupacji hitlerowskiej, w latach 1941 – 1944 był wykładowcą w Szkole Handlowej z polskim językiem wykładowym.

Po wojnie przybył do Krakowa, gdzie przez rok był wizytatorem w Kuratorium Oświaty. W tym okresie rozpoczął też pracę jako wykładowca w Studium Spółdzielczym utworzonym przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Od roku akademickiego 1949/50, na prośbę rektora, wykładał równocześnie rachunkowość w Wyższej Szkole Handlowej (później przemianowanej na Wyższą Szkołę Ekonomiczną) we Wrocławiu. Następnie pełnił tam początkowo funkcję dziekana Wydziału Finansów, a w okresie od 31.01.1951 roku do 30.09.1952 roku, funkcję rektora.

W 1952 roku objął stanowisko kierownika Katedry Rachunkowości w WSE w Krakowie. W latach 1953 – 1955 był prorektorem tej uczelni. W 1956 roku uzyskał tytuł naukowy i stanowisko docenta. Tytuł naukowy i stanowisko profesora nadzwyczajnego nadała mu Rada Państwa w 1962 roku a tytuł profesora zwyczajnego w 1968 roku. W 1976 roku został doktorem honoris causa wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, a nieco później otrzymał złoty medal za zasługi dla AE w Katowicach. Był członkiem Sekcji Ekonomicznej PAN, członkiem Zarządu Krajowego Oddziału PTE i przewodniczącym Sekcji Rachunkowości. Wszystkie te funkcje i zaszczytne tytuły uzyskał mimo, że był bezpartyjny, co w tamtych czasach było wyjątkowym przypadkiem.

Publikacje naukowe Stefana Górniaka ukazały się już w latach międzywojennych jak „Handel węglem w Polsce” opracowane wspólnie z dr J. Błeszyńskim, „Polski kodeks handlowy” (1934), „Pieniądz, czek i weksel” (1936), a także szereg podręczników z zakresu księgowości oraz organizacji i techniki handlu. Jako kierownik lwowskiego Ogniska Współpracy Naukowej Komercjalistów, które założył, redagował wydawany drukiem biuletyn tej placówki o zasięgu ogólnopolskim. Udzielał się też społecznie. Był członkiem komisji rewizyjnej miasta Lwowa, przez szereg lat przewodniczącym lwowskiej komórki Stowarzyszenia Księgowych. Bezpośrednio po wojnie ukazały się wznowienia przedwojennych prac a także nowe np. „Zasady teorii księgowości oraz techniki księgowania i bilansowania”, które miały trzy wydania. Inne opracowania to m. in. „ Treść bilansów przedsiębiorstw w świetle teorii rachunkowości”, „ Zasady nauki o bilansach oraz techniki inwentaryzowania i bilansowania w przedsiębiorstwach handlowych i przemysłowych”, monografia „Bilansoznawstwo w zarysie” (trzy wydania). Samodzielnie lub jako współautor opracował wiele podręczników i skryptów akademickich jak np. „Zarys rachunkowości przedsiębiorstw”, który ukazał się nakładem PWN w pięciu kolejnych wydaniach. Publikował wiele artykułów w specjalistycznych czasopismach polskich i zagranicznych np. w bułgarskich, niemieckich, jugosłowiańskich, czechosłowackich. Dorobek publikacyjny profesora Górniaka obejmował około 120 pozycji. Odbył wiele podróży do ośrodków naukowych wielu państw europejskich, a w 1968 roku odwiedził uniwersytety w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Wszystko to odbywało się bez uszczerbku dla działalności dydaktyczno-wychowawczej. Promował kilkuset absolwentów studiów I stopnia i magisterskich. Był promotorem przewodów doktorskich i habilitacyjnych. Po przejściu na emeryturę w 1970 roku nadal współpracował z uczelniami i pracownikami naukowymi.

Dla jasności przekazu należy dodać, że początkowo wyższe uczelnie państwowe o profilu ekonomicznym miały różne nazwy. W 1950 roku to ujednolicono i aż do 1974 roku nosiły one nazwę Wyższych Szkół Ekonomicznych. Później przemianowano je na Akademie Ekonomiczne, a jeszcze później na Uniwersytety Ekonomiczne.

Stefan Górniak był żonaty z Wandą Dobrzycką. Małżeństwo było bezdzietne. Zmarł w Krakowie 10.04.1983 roku i spoczął na tamtejszym cmentarzu salwatorskim w grobie obok starszego brata Jana.

Warto tu wspomnieć o ciekawej historii Jana Górniaka i jego rodziny. Jan o własnych siłach, dzięki uporowi i wytężonej pracy ukończył studia prawnicze we Lwowie uzyskując stopień doktora praw. Jego żona, Zofia z domu Burczak była siostrą płk dypl. Kazimierza Burczaka, ofiary mordu katyńskiego, którego nazwisko widnieje na liście katyńskiej. Po rozbiorze Polski pomiędzy dwóch okupantów, Janowi udało się uniknąć aresztowania przez sowietów, którzy postawili sobie za cel zniszczenie polskiej inteligencji. Był sędzią w sądzie okręgowym w Samborze. Przypuszczalnie był tam też wtedy, gdy aresztowano jego rodzinę. W 1940 roku NKWD aresztowało Zofię i dwóch synów gimnazjalistów w ich lwowskim mieszkaniu. Wywieziono ich do Kazachstanu, do rejonu położonego około sto kilometrów od Aktiubińska (północno-zachodni Kazachstan). Zofia, nauczycielka, odważna, bohaterska patriotka, uchroniła synów i przetrwała nędzę i głód. W 1945 roku Jan doczekał się powrotu żony oraz młodszego syna Mieczysława do Krakowa, gdzie wcześniej zamieszkał. Po układzie Sikorski – Majski, starszy syn Wacław wydostał się z zesłania z wojskiem generała Andersa na Bliski Wschód. Po wojnie wstąpił do zakonu oblatów, ukończył seminarium duchowne w Rzymie i pozostał na Zachodzie pracując w Belgii wśród tamtejszej Polonii.

Jan Górniak nie wrócił po wojnie do zawodu sędziego. Nie mógł zgodzić się z powojennym sądownictwem, które skazywało na więzienie lub śmierć polskich patriotów. Poglądy wuja mojego Ojca mogłem poznać w czasie gdy pomieszkiwałem krótko w krakowskim mieszkaniu Górniaków przy ulicy Urzędniczej. Był człowiekiem na wskroś uczciwym, prawym, wyznającym niezłomne zasady, jasno formułującym swoje myśli. Miał stałe, ugruntowane poglądy, które cechowały jego postawę życiową. Można by było o nim powiedzieć, jak Cyceron o Sokratesie „semper idem” czyli „zawsze taki sam”. Zmarł jesienią 1977 roku i pochowany został na cmentarzu salwatorskim w Krakowie.

Zofia, skromna nauczycielka, przykładna żona i matka, patriotka, sybiraczka, dołączyła do rodzinnego grobu na Salwatorze w 1991 roku, po śmierci w 95 roku życia.

Jan, Stefan i Zofia Górniakowie

Na podstawie materiałów Jana Burlikowskiego, wspomnień własnych, książki Stefana Tokarza pt. „Ludzie i cienie”, wyd. Księgarnia Akademicka sp. z o. o., Kraków 2006, opracowania pt. „Poczet rektorów WSH, WSE i AE we Wrocławiu 1947 – 2007” pod redakcją Józefa M. Soroki, wyd. AE we Wrocławiu w 2007 r.

Opracował Stanisław Burlikowski w kwietniu 2021 roku.

Za nadesłane materiały dziękuję P. Stanisławowi Burlikowskiemu.

Dziękuję serdecznie za informację o stronie Mapire, dającej możliwości obejrzenia Brzozdowiec i okolicy na starych mapach, którą nadesłał P. Stanisław Horyń. Przykładem jest piękna, dokładna i barwna mapa Galicji i Bukowiny, którą można obejrzeć tutaj, a oto jej wycinek, przedstawiający Brzozdowce:

Fragment mapy z widocznym planem Brzozdowiec z XIX wieku

Można także porównać dawne mapy z dzisiejszą mapą satelitarną poprzez dostosowanie ustawień przezroczystości.

Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom tej strony oraz całej społeczności brzozdowieckiej składam serdeczne życzenia zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych.

pocztowka_pawel_poraj

Pocztówka z lat 30. XX wieku autorstwa Pawła Poraja-Paradowskiego z zasobów Archiwum Polona Biblioteki Narodowej

Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom tej strony, którym Brzozdowce są wciąż bliskie, składam serdeczne życzenia udanych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego najlepszego w nachodzącym 2020 roku.

wojciech_betley

Pocztówka na motywach obrazu Wojciecha Betleya (1867-1920), Archiwum Polona Biblioteki Narodowej

 

 

001_kochawina

Kościół w Kochawinie w sierpniu 2019 r.

Powodem odwiedzenia Kochawiny w sierpniu 2019 roku była przede wszystkim archiwalna fotografia ze zbiorów rodzinnych autorki strony. Upamiętnia ona brzozdowiecką pielgrzymkę do sanktuarium w Kochawinie, która odbyła się 85 lat temu – w czwartek 17 maja 1934 roku. Dzięki opisowi sporządzonemu przez Katarzynę z Dąbrowskich Berezowską, można rozpoznać przynajmniej kilka osób. Są to m.in.:

  • Jadwiga Freidenberg (w pierwszym rzędzie, pierwsza od lewej, w narzuconej marynarce).
  • Janina Wilusz (obok, druga od lewej).
  • Katarzyna Dąbrowska, lat 15 (w pierwszym rzędzie 4 od lewej, w berecie, z długimi włosami).
  • Jan Rauth (chłopiec w pierwszym rzędzie w środku, w białym wykładanym kołnierzyku).
  • Jan Gustkowicz (z prawej strony, z brzegu, w piątym rzędzie)

11

Pamiątka z brzozdowieckiej pielgrzymki do Kochawiny 17 maja 1934 r.

Może ktoś z czytelników rozpozna jeszcze jakieś osoby?

004_kochawina

Miejsce, w którym wykonano fotografię, po 85 latach – w sierpniu 2019 r.

Z prasy lwowskiej z tegoż dnia dowiedzieć się można, że w maju 1934 po pięciu tygodniach suchej i wyjątkowo ciepłej, wręcz upalnej pogody, 15 maja spadł deszcz, a nad Lwowem przeszła burza. Na 17 maja prognozowano pogodę chłodną i pochmurną, z lokalnymi opadami. Może to tłumaczyć cieplejsze okrycia pielgrzymów mimo słonecznego dnia, choć powodem mogła być także wczesna pora wyruszenia z Brzozdowiec. Nie wiadomo, czy pielgrzymi brzozdowieccy nocowali wówczas w Kochawinie oraz jaką dokładnie trasę przemierzyli, lecz do pokonania mieli przynajmniej 15 km w jedną stronę (w linii prostej).

kochawina_pocztowka_1909

Pocztówka ze zbiorów autorki strony

Sanktuarium, do którego zmierzali było już wówczas popularnym od lat celem pielgrzymek, zwanym „Jasną Górą Ziemi Lwowskiej”. W zespole budowli sanktuarium dominował okazały kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowany w stylu neoromańskim w latach 1868-1894. Jego wnętrze ozdobione zostało w latach 1928-29 modernistycznymi freskami pędzla Juliana Krupskiego[1]. Malowidła te częściowo zachowały się do dzisiaj. Najważniejszym był jednak obraz, znajdujący się w ołtarzu głównym.

 

kochawina_oltarz_nawa_glowna

Widok ołtarza przed 1912 r. – reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

 

Historia kultu obrazu zaczyna się od wydarzenia, jakie przytrafiło się dziedziczce pobliskiej Rudy, Annie Wojankowskiej podczas podróży zaprzęgiem konnym do Żydaczowa w roku 1646. Modląc się o przezwyciężenie nagłych trudności w czasie podróży, miała spostrzec obraz przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, zawieszony na dębie.

001_cud_kochawinski

Pocztówka z Kochawiny ze zbiorów Archiwum Polona Biblioteki Narodowej

Scenę tę przedstawiono na gobelinie, który posłużył za motyw reprodukowany później m.in. na pocztówkach[2]. Datowanie i autorstwo obrazu nie jest więc możliwe do ustalenia. W wydanych na temat Kochawiny broszurach wymienione są cuda, jakie miały dokonać się z jego udziałem, a ich treść przekazują w formie wierszowanej także hymny, które zapewne śpiewano podczas nabożeństw. Ich treść przedrukowana została w broszurze Fortunata Szymanieckiego Upominek z Kochawiny wydanej już w 1863 nakładem lwowskiego Ossolineum. Sprzedaż tej publikacji miała zasilić budżet przedłużającej się budowy kościoła.

78647239

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego

Na miejscu znalezienia obrazu istniała bowiem pierwotnie, t.j. od 1680 roku, kaplica ufundowana przez wojewodzinę kijowską Teresę z Zawadzkich Wychowską, odnowiona w roku 1888. Natomiast stary, drewniany kościół ufundowany przez dziedzica Rudy Konstantego Wychowskiego znajdował się w Kochawinie od początków wieku XVIII i został rozebrany w roku 1898. W książce Jerzego Kowalczyka Świątynie późnobarokowe na Kresach można przeczytać, że „W kościele odpustowym w Kochawinie z 1742 r. ściany boczne były pobite gontami, ale fasada musiała być otynkowana i została pokryta bogatą polichromią w 1777 r. (…) W trójstrefowym szczycie u dołu umieszczono widok kościoła i kapliczki na drzewie z cudownym obrazem NMP, adorowanej przez wiernych”[3].

kochawina_dawny_kosciol_do 1896

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Napoleon_Orda_Hnizdyczów

Kościół w Kochawinie na rysunku Napoleona Ordy, Wikipedia (domena publiczna)

Budowa kościoła nowego, murowanego trwała od ok. 1868 i do 1882 postępowała wolno z uwagi na różne trudności. Został on konsekrowany 1 września 1894. Na fotografii z tego wydarzenia widać obie budowle.

78647291

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

kochawina_procesja_1894

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Sanktuarium w Kochawinie rozwinęło się bowiem dopiero dzięki staraniom proboszcza ks. Jana Trzopińskiego (1855-1931), który pracował tam w latach 1898-1931[4]. Dokończył on rozpoczętą wcześniej przez ks. Eugeniusza Pietruskiego i zawieszoną, budowę kościoła, wyremontował plebanię, zbudował kaplicę na miejscu znalezienia obrazu, a dla pielgrzymów przygotował nie tylko dom noclegowy, a nawet salę widowiskową. Ks. Trzopiński propagował także wiedzę o Kochawinie, zapraszając hierarchów Kościoła na uroczystości, publikując broszury i artykuły prasowe, a także układając nowennę wydaną drukiem już w 1896. Dbał również o estetykę sanktuarium, którego budowle sakralne były utrzymane w popularnych wówczas stylach neoromańskim i neogotyckim, a teren obsadzony był drzewami, których cień miał dawać wytchnienie licznym pielgrzymom. Sprzedawano także pocztówki z widokiem kochawińskiego kościoła i wizerunkiem obrazu oraz pamiątkowe broszury, z których dochód miał przyczynić się do rozwoju sanktuarium.

kochawina_1894

Kościół w Kochawinie, 1894. Reprodukcja z książki M. Czermińskiego T.J.

005_kochawina

Kościół w Kochawinie w sierpniu 2019 r. – restauracja budowli wciąż trwa

Historię sanktuarium opisał szczegółowo w książce Kochawina w przeszłości i dobie obecnej, jezuita, ks. Marcin Czermiński[5] zaproszony do tego przedsięwzięcia przez kochawińskiego proboszcza ks. Jana Trzopińskiego „z okazyi koronacyi obrazu Matki Boskiej” zaplanowanej na 15 sierpnia 1912 roku. Na koronację zaproszono licznych gości, w tym także arcybiskupów obrządku ormiańskiego i greckokatolickiego. Ciekawostką jest, że uroczystą mszę tego dnia koncelebrował ks. Joachim Motykiewicz, dziekan z Brzozdowiec (Czermiński 1912, s. 42). Nie wiadomo, czy zachowały się fotografie z tego doniosłego wydarzenia, jednak z wydanej na tę właśnie okazję książki Czermińskiego dowiedzieć się można wiele o tle historycznym, związanym z kultem obrazu, który był celem pielgrzymek do sanktuarium. Cenne są także ilustracje, ukazujące wnętrze kościoła, zanim zostało ozdobione do dziś zachowanymi freskami oraz dokumentujące życie sanktuarium; zarówno odświętne, jak i codzienne. Na terenie sanktuarium znajdował się bowiem m.in. dom pielgrzyma, a także sierociniec dla dziewcząt prowadzony przez Siostry Służebniczki.

kochawina_ks_trzopinski

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Większość zabudowań (plebania, dom gościnno-rekolekcyjny, sierociniec zbudowany w latach 1898-1902, kaplica zbudowana na miejscu znalezienia obrazu w latach 1901-1903) zachowała się do dnia dzisiejszego. Na teren kompleksu wchodzi się przez okazałą, neogotycką, murowaną bramę.

kochawina_kaplica

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

kochawina_dom_goscinny

Dom gościnny w Kochawinie – pocztówka ze zbiorów autorki strony

Dziś sanktuarium w Kochawinie i sylwetka ks. Jana Trzopińskiego są opisane w Wikipedii. Informacje o sanktuarium znaleźć można także w przewodniku krajoznawczo-historycznym Grzegorza Rąkowskiego Ukraińskie Karpaty i Podkarpacie, część zachodnia.

003_kochawina

Odnowiona fasada kościoła w Kochawinie – w sierpniu 2019 r.

002_kochawina

Kościół w Kochawinie – detal wieży – w sierpniu 2019 r.

kochawina3

Obrazek pamiątkowy, Gliwice, 1974. Ze zbiorów autorki strony

Obecnie oryginał obrazu z Kochawiny znajduje się w parafii Matki Boskiej Kochawińskiej w Gliwicach, w sanktuarium zaś, pozostającym pod opieką greckokatolickich redemptorystów ze Stryja jako parafia św. Gerarda, znajduje się jedna z jego kopii. Kilka pozostałych kopii znajduje się w Polsce. Współczesna Kochawina jest częścią liczącego ponad 4 tys. mieszkańców Hnizdyczowa.

 

[1] Julian Krupski (1871-1954) był artystą malarzem, autorem wielu polichromii w kościołach Małopolski i Podkarpacia.

[2] Gobelin ten był pierwotnie wykonany na srebrnej kanwie, zastąpionej po renowacji w Paryżu, zleconej przez ks. Trzopińskiego, kanwą płócienną. Był zawieszony w nawie głównej kościoła (Czermiński 1912, s. 15).

[3] J. Kowalczyk, Świątynie późnobarokowe na Kresach, Wyd. IS PAN, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki, Warszawa 2006, s. 62.

 

[4] W latach 1896-1898 ks. Jan Trzopiński pełnił funkcje wikarego przy proboszczu parafii kochawińskiej ks. Eugeniuszu Pietruskim.

[5] Ks. Marcin Czermiński T.J. (1860-1931), jezuita, był misjologiem i hagiografem, autorem wielu publikacji misyjno-krajoznawczych, m.in.  Szkice cywilizacyi Afryki południowej (1890), Szkice z Indyj (1891), Albania: zarysy etnograficzne, kulturalne i religijne (1893), W Dalmacyi i Czarnogórze (1896), Kolonie polskie w Bośni (1903), Wyprawa na Patmos, Efez i Kretę w 1899 r. i 1903 r. (1904), Na górze Athos wśród mniszej republiki (1908). Napisał także książki, w których kreślił sylwetki misjonarzy, m.in. O. Jana Beyzyma, bł. Andrzeja Boboli i in. Większość publikacji tego autora jest dostępna w Archiwum Polona Biblioteki Narodowej.

201907_Brzozdowce_kosciol_3

Sierpniowa wizyta w Brzozdowcach była udana, choć pogoda nie dopisała. Dziękuję serdecznie ks. Damianowi Pankowiakowi za poświęcony czas i oprowadzenie po kościele oraz za zachętę do zwiedzenia kościoła w Hodowicy, któremu poświęcony będzie odrębny wpis.

Dobrze, że mimo trudności, są postępy w restaurowaniu fresków i rzeźb, które w murach kościoła się zachowały. Na szczególne uznanie zasługuje ofiarna praca młodych wolontariuszy z Wolontariatu Misyjnego Salvator przy odnawianiu polskich nagrobków na cmentarzu.

Tegoroczne zdjęcia z Brzozdowiec znajdują się w galerii nr 6.

rycina_brzozdowce

Rycina z broszury W. Mrowińskiego (1886), autor nieznany. Z zasobów Biblioteki Narodowej (Archiwum Polona)

W zasobach Archiwum Polona prowadzonego przez Bibliotekę Narodową pojawił się skan broszurki o cudownym obrazie znajdującym się w brzozdowieckim kościele. Broszurę pt. zredagowaną przez ks. Waleriana Mrowińskiego i wydaną w roku 1886 we Lwowie nakładem brzozdowieckiego proboszcza, ks. Joachima Motykiewicza (jak zadeklarowano na pierwszej stronicy, dochód z jej wydania miał umożliwić pokrycie dachu kościoła blachą) zdigitalizowano w ramach projektu Patrimonium. Przeglądając Polonę można też zapoznać się z innymi publikacjami ks. Mrowińskiego. Treść broszury opublikowana została we fragmentach na naszej stronie internetowej już ok. 2002 roku, przepisana wówczas przez autorkę z kserokopii będącej w posiadaniu rodziny.

obraz_brzozdowce_rycina

Rycina przedstawiająca obraz znajdujący się w brzozdowieckim kościele (autor nieznany). Z zasobów Biblioteki Narodowej (Archiwum Polona)

Broszura, prócz opisu cudów, zawiera też dwie ryciny nieznanego autorstwa: z widokiem kościoła oraz cudownym obrazem, a także słowa pieśni i modlitw związanych z jego kultem.

 

DSC_0011Tegoroczne zdjęcia z Brzozdowiec można oglądać w nowo utworzonej galerii Brzozdowce 5. Trzy z nich, wykonane w czerwcu b.r. są autorstwa p. Stanisława Horynia. Dwa przedstawiają budynek dawnej gorzelni, jedno – grobowiec dzierżawcy gorzelni, Wiktora Korzennego. Pozostałe zostały wykonane w sierpniu przez autorkę strony podczas krótkiej wizyty w Brzozdowcach. Zdjęć będzie przybywać w miarę ich opracowania.

%d blogerów lubi to: