Również doroczne święto 3 Maja było szczególnie podniośle obchodzone. Organizacje i młodzież szkolna przybyły zbiorowo na uroczystą Mszę św. „Boże coś Polskę” popłynęło pod sklepienia świątyni potężnie a zarazem błagalnie. Potem defilada przed przedstawicielami miejscowych władz na tle budynku szkolnego. W najbliższą niedzielę uroczystości 3 Maja odbywały się w Boryniczach i w Ostrowie Czarnym, wioskach należących do parafii brzozdowieckiej. W uroczystości w Boryniczach wziął udział starosta powiatowy Kirschner a także właściciel Borynicz hr. Ludwik Mycielski z małżonką. Po Mszy św. w kaplicy wyruszył pochód do domu ludowego, gdzie po części oficjalnej odbył się występ „Teatru Ludowego „KSM” / Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej/. Tańce ludowe, pieśni, inscenizacje tak się podobały, że wzbudziły zachwyt u publiczności a kierownik zespołu, prezes KSMM Jan Burlikowski otrzymał serdeczne gratulacje starosty i właściciela Borynicz hr. Mycielskiego. Podobne gratulacje otrzymała reżyserka a zarazem choreografka p. Stefania Marciniakowa.

Jeden z występów brzozdowieckiego zespołu

Brzozdowiecki zespół teatralny w strojach ludowych. Pierwsza z prawej w górnym rzędzie Jadwiga Freidenberg (zam. Lindmajer). W I rzędzie druga z lewej Zofia Berezowska (zam. Kordal), czwarta z lewej Helena Suchorowska (zam. Kanas),piąty z lewej Stanisław Suchorowski (Rosio);
II rząd: pierwszy z lewej Karol Suchorowski (mąż Stanisławy Dąbrowskiej). W ostatnim rzędzie pośrodku Kazimierz Kordal (mąż Zofii Berezowskiej). W ostatnim rzędzie trzecia od lewej strony Bronisława Mendocha, następna osoba to Stefania Kryza (zam. Dąbrowska).

Jeszcze w tym samym dniu zespół udał się do Ostrowa, gdzie dał drugi występ dla tam. ludności polskiej. Był tam też gorąco oklaskiwany.

Te uroczystości a także występy pięknego zespołu były bardzo krzepiące dla miejscowej ludności polskiej.

Brzozdowiecki zespół teatralnyJedna z inscenizacji zespołu z Brzozdowiec. Przy stole Zygmunt Berezowski i Jadwiga Freidenberg w jasnej peruce.

  W czerwcu zespół udał się do innej miejscowości w tej parafii a mianowicie do Rudy. Tam na wolnym powietrzu dał pokaz tańców i inscenizacji ludowych. Polska ludność Rudy zgotowała młodzieży bardzo gorące przyjęcie.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski w maju 2014 roku

Tekst ten ukazał się drukiem w książce Moje miasteczko Brzozdowce. Krótka historia Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzozdowcach w Archidiecezji Lwowskiej spisana przez Jana Burlikowskiego, pod red. ks. Rafała Brzuchańskiego, Wyd. „Czuwajmy” Kraków 2003, s. 59-60.

Reklamy

W Wielką Sobotę nabożeństwo rozpoczynało się już o godz. 6-tej. Oprócz wody chrzcielnej poświęcano też zwykłą wodę, którą wierni przynosili ze sobą a następnie zabierali do domów. Święcenie pokarmów odbywało się bezpośrednio po Mszy św. w sposób bardzo uroczysty. Wierni ustawiali się w dwuszeregu na cmentarzu kościelnym z wielkimi koszami, w których znajdowały się szynki, kiełbasy, baranki, babki, jajka, chrzan, sól, masło. Z kościoła wychodziła procesja z chorągwiami, ksiądz proboszcz przechodził środkiem i poświęcał a następnie w krótkim przemówieniu życzył wszystkim wesołych świąt.

W innych miejscowościach należących do parafii święcenia odbywały się w szkołach i kaplicach.

W Wielką Sobotę obowiązywał post wg przepisów kościelnych do godz. 12. W praktyce zachowywano post przez całą sobotę.

W czasie Mszy św. Wielkosobotniej na „Gloria” uderzały wszystkie dzwony w kościele i na zewnątrz a śpiewane przez celebransa trzykrotne „Alleluja” wprowadzały podniosły, radosny nastrój.

Podniosły obrzęd „Rezurekcji” odbywał się o godzinie 18.30. Celebrans wraz z asystą kawalerów ubranych w komże i ze świecami oraz innymi kawalerami niosącymi krzyż przepasany czerwoną stułą, figurę Pana Jezusa Zmartwychwstałego i paschał, oraz ministrantami w milczeniu udawał się do Bożego Grobu. Po krótkiej, cichej modlitwie chór rozpoczynał pieśń „Gloria Tibi Trinitas”. Potem następowały psalmy przepisane liturgią, po łacinie. Następowała modlitwa „Ojcze nasz” i jeszcze okolicznościowa modlitwa po łacinie. Celebrans podnosił monstrancję z Najświętszym Sakramentem i intonował „Wesoły nam dziś dzień nastał”. W tym momencie uderzały wszystkie dzwony. Rozlegały się salwy moździerzowe. Procesja ruszała aby trzykrotnie okrążyć kościół.

Strzelanie z moździerzy w poranek wielkanocny 1934.  Po procesji celebrans ujmował krzyż przepasany czerwoną stułą i trzykrotnie, coraz to wyżej, śpiewał po łacinie „ Zmartwychwstał Pan z Grobu”. Odpowiadano po łacinie: „który za nas zawisnął na Krzyżu. Alleluja”. Trzykrotna salwa moździerzowa wstrząsała kościołem. Następowała jutrznia wielkanocna, śpiewana po łacinie. Na zakończenie tej wspaniałej uroczystości śpiewano „Te Deum Laudamus” i Regina celi, po łacinie.

W Rezurekcji uczestniczyły tłumy wiernych, których kościół nie mógł pomieścić. Straż przy Bożym Grobie pełnili członkowie miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej.

W Niedzielę Wielkanocną o świcie, gdy rozlegał się dzwon na Anioł Pański wstrząsały miasteczkiem wystrzały moździerzowe a z kopuły kościelnej rozlegały się pieśni wielkanocne grane przez orkiestrę Karola Łabuza.

Po porannej Mszy św. we wszystkich rodzinach odbywało się uroczyste śniadanie. Na początek dzielono się święconym jajkiem składając sobie najlepsze życzenia. W ten dzień nie gotowano obiadu. Zajadano potrawy sporządzone w dniu poprzednim. Skorupki ze święconych jaj nie wolno było wyrzucać do śmieci lecz wysypywano je do ogródka lub na grządki aby kwiaty i jarzyny dobrze rozwijały się.

Oblewanie się wodą znane było pod nazwą „śmigus”. Odbywało się jednak nie w drugi dzień świąt, lecz we wtorek. Śmigus został przeniesiony na dzień powszedni ze względów praktycznych. Chodziło o to, że w święta ludzie chodzili w świątecznych strojach, które łatwo było zniszczyć. Na apel jednego z proboszczów zwyczaj oblewania przeniesiono zatem na dzień powszedni.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w Brzozdowcach,  jak zresztą na całym terenie wschodniej Polski, istniał zwyczaj pozdrawiania się w okresie Świąt Wielkanocnych, począwszy od rezurekcji, słowami „Chrystus zmartwychwstał”, pozdrowiony odpowiadał „prawdziwie że powstał’. To pozdrowienie przyjęte zostało od Kościołów wschodnich.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,  w marcu 2013 roku

Ostatnia niedziela Wielkiego Postu rozpoczynała obrzędy Wielkiego Tygodnia i nazywana była Niedzielą Palmową. Przed sumą odbywała się uroczystość poświęcenia palm. Były one robione z gałązek łozy z baziami, umajonymi trzciną, bukszpanem lub barwinkiem, suchymi kwiatkami. Na sumę wszyscy z domu szli z palmami. Każda gospodyni niosła dużą palmę, dzieci miały mniejsze palmy. Obrzęd poświęcenia palm trwał dość długo. Po śpiewach psalmów ewangelii, wyruszała procesja na zewnątrz kościoła. Powracająca do kościoła procesja z palmami zastawała drzwi kościoła zamknięte. Wewnątrz pozostawał tylko organista, który na przemian z celebransem śpiewał przepisane psalmy. Po modlitwach celebrans uderzał ramieniem krzyża trzykrotnie w drzwi kościelne, które się w tym momencie otwierały. Wierni wchodzili do kościoła. Miało to symbolizować otwarcie nieba dla wszystkich przez śmierć krzyżową Jezusa Chrystusa. Wierni ustawiali się przez środek kościoła i kładli swoje palmy na posadzce świątyni. Po palmach tych kroczył, wśród śpiewu „Krzyżu Święty”, celebrans poprzedzony krzyżem procesyjnym. Miał w ręku również palmę. Obrzęd poświęcenia palm zakończony. Rozpoczynała się Msza św. Kolorem liturgicznym Niedzieli Palmowej był fioletowy. Dziś czerwony.

Powracający z kościoła wierni uderzali się wzajemnie palmami mówiąc: palma bije, nie ja biję, za sześć noc – Wielkanoc, za sześć dzień – Wielki Dzień. Tak samo po powrocie do domu uderzano palmą tych, którzy nie byli na sumie.

Poświęcone palmy przechowywano w domu, najczęściej za obrazami. Z początkiem maja, gdy po raz pierwszy wyganiano krowy na pastwisko należało mieć w ręku palmę, którą bydło uderzano aby zdrowo się chowało i krowy dużo mleka dawały.

Poniedziałek i wtorek były dniami przygotowań do następnych dni Wielkiego Tygodnia. Chłopcom przygotowywano kołatki, nazywane „bocianami”. Były te kołatki pojedyncze albo z czterema młotkami, te ostatnie były marzeniem wszystkich chłopców.

W Wielką Środę odbywało się nabożeństwo zwane Ciemną Jutrznią. W ławach obok wielkiego ołtarza zasiadali księża i organista, śpiewając na przemian psalmy przepisane dla tego obrzędu. W prezbiterium ustawiano świecznik o 13 świecach. Na dany znak przez księdza katechetę, ministrant gasił po jednej świecy. Ostatnią pośrodku świecę nie gasił tylko płonącą wynosił za ołtarz.  W tym momencie księża uderzali książkami o pulpit, co dawało sygnał do ogromnego łoskotu kołatkami, jaki wprawiła czekając z niecierpliwością na ten moment „zgraja” chłopców z kołatkami. Wypadali z kościoła i biegiem z głośnym kołataniem obiegali kościół.

Ciemną Jutrznię odprawiano jeszcze w Wielki Czwartek i Wielki Piątek.

W Wielki Czwartek w godzinach rannych odprawiała się jedyna Msza św. Na „Gloria” uderzały wszystkie dzwony i  dzwonki tak w kościele jak i poza kościołem, po czym milkły aż do ”Gloria” w Wielką Sobotę. Milkły też organy. Po Mszy św. w procesji przenoszono Najśw. Sakrament do bocznego ołtarza, św. Michała, do t. z. „ciemnicy”.

Liturgia Wielkopiątkowa rozpoczynała się o godzinie 7-mej. Następowała adoracja Krzyża św., komunia św. a potem przeniesienie Najśw. Sakramentu do Grobu. Odtąd obywała się adoracja aż do rezurekcji przez całą noc z piątku na sobotę.  Nabożeństwo odbywało się, jak wszystkie zresztą, w języku łacińskim, niezrozumiałym dla wszystkich wiernych.

Warto tu jeszcze opisać wygląd Bożego Grobu. Był zresztą bardzo piękny. Urządzony był przy ołtarzu Matki Boskiej. Z naturalnej zieleni wyłaniała się malowana na czterech elementach dekoracyjnych. W głębi znajdowała się nisza grobowa, w której leżała figura Pana Jezusa. Nad niszą, na ołtarzu wśród malowanych obłoków monstrancja. W ukryciu, wśród zieleni umieszczano klatki ze śpiewającym ptaszkami. Przed Bożym Grobem ustawiano fontannę. Wystrój Bożego Grobu, cichy plusk fontanny i śpiew ptaków sprawiały niezwykły, modlitewny nastrój. Szczególnie w Wielką Sobotę, gdy umilkły całonocne śpiewy wielkopostne a w kościele zapanowała absolutna cisza.

W Wielki Piątek, po odśpiewaniu wszystkich trzech części Gorzkich Żalów ministranci urządzali szukanie i gonienie Judasza. Przygotowywali pochodnie i kije a tymczasem Judasz ukrył się. Szukano go na cmentarzu kościelnym, w ogrodzie plebańskim w różnych zakamarkach a gdy znaleziono go, uciekającego okładano symbolicznie kijami za jego zdradę. Judaszem zdrajcą był…kościelny Marian Sanocki.

W Wielki Piątek był zwyczaj na znak żałoby zasłaniać lustra. Przepisy postne były w ten dzień absolutnie przestrzegane, aż do przesady, n. p. nie można było jeść żadnego tłuszczu nawet masła, nie spożywano też mleka, a głównym pożywieniem były ziemniaki okraszone olejem konopnym oraz zupa z suszonych owoców.

W domach zachowywano powagę i skupienie, za śmiech dzieci były upominane.

Kolorem liturgicznym Wielkiego Piątku był kolor czarny, z wyjątkiem procesji do Bożego Grobu, w kolorze białym.

 

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,  w marcu 2013 roku

Początków  sportu należy szukać w latach dwudziestych. Pojawiła się wtedy gra zwana „kiczką”. Zabawiali się nią chłopcy pasący krowy na pastwisku zwanym Malechówka. Do tej gry używano klocka drewnianego i takiegoż kija. Klocek kładziono do dołka, podbijało się go a następnie jak najmocniej należało uderzyć kijem aby klocek poleciał jak najdalej. Wygrywał ten, który najdalej wybił klocek. W drugiej połowie lat dwudziestych pokazała się piłka nożna. Przywieźli ją gimnazjaliści ze Lwowa. Boiskami były przydomowe podwórka.

           Prawdziwy rozwój sportu w Brzozdowcach nastąpił w latach trzydziestych z chwilą zorganizowania Oddziału Związku Strzeleckiego. W Związku tym powstała sekcja sportowa, która przemieniła się w klub sportowy pod nazwą Brzozdowiecki Klub Sportowy Strzelec. Klub przybrał barwy biało-zielone. Delegacja młodzieży udała się do wójta gminy z prośbą o zezwolenie na prowadzenie treningów i spotkań na pastwisku zwanym „Stawisko”. Młodzież sama uporządkowała teren, ustawiła bramki, wyznaczyła linie. Powstała sekcja piłki nożnej i sekcja siatkówki. Próbowano stworzyć sekcje kobiece ale jakoś dziewczęta nie kwapiły się do sportu.

           Kapitanem klubu został Jan Burlikowski. W drużynie grali: Jan Burlikowski, Stanisław Wesołowski, Józef Zagórski, Karol Łabuz, Julian Ukraiński, Stanisław Kłosowski, Karol Mroczkowski, Stanisław Mroczkowski, Bronisław Rokaszewski, Marian Malec, Edward Suchorowski. W bramce grali: Michał Somyk i N. Kozakiewicz. Było jeszcze kilku graczy, których nazwisk nie pamiętam. Największe ożywienie w sporcie miało miejsce w czasie wakacji, gdy do Brzozdowiec przyjeżdżali uczniowie szkół średnich lub pracujący na urlopy. Stanowiliśmy wtedy silny zespół, z którym okoliczne zespoły nie mogły sobie poradzić.

Karol Mroczkowski

 Pierwszy mecz z zespołem z miasteczka Rozdół przegraliśmy 1:7. Oni wyszli w strojach piłkarskich, nasi grali w długich spodniach i białych koszulkach, w świątecznych półbutach. Niejedna podeszwa wtedy odleciała. W kilka miesięcy później, już w krótkich spodenkach i lepiej dobranych butach, chociaż jeszcze nie piłkarskich, pokonaliśmy Rozdół też 7:1. Kilkakrotnie potem graliśmy z Rozdołem, zawsze zwycięsko.

Piłkarskie kontakty utrzymywaliśmy także z Polonią z Mikołajowa. Pierwszy mecz był u nich. Zremisowaliśmy tam 0:0, u nas mecz był wygrany 3:1. Graliśmy ze Strzelcem z powiatowego miasta Żydaczów. Na ich boisku w bardzo osłabionym składzie przegraliśmy 1:7, u nas zremisowaliśmy 1:1. Graliśmy z reprezentacją Borynicz, wygrana 5:0. W tym stosunku wygraliśmy z miejscową drużyną ukraińską, Hortywną.Obrazek

Występy naszego zespołu cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców miasteczka. Na mecze przychodziło stosunkowo dużo ludzi. Wstęp płaciło się 10 gr, początkowo nawet był darmowy. Klub nie miał żadnych funduszów. Pierwszą piłkę kupiono z dobrowolnych składek zawodników.

Obrazek

Wszystkie miejscowe mecze sędziował honorowo student Politechniki Lwowskiej Feliks Bilicki, który mimo iż był miejscowy, sędziował zawsze bardzo obiektywnie.

         Sekcja piłki siatkowej nie utrzymywała żadnych kontaktów z innym drużynami: poza jednym wyjątkiem. Grała z reprezentacją 6 pułku artylerii przeciwlotniczej ze Lwowa. Przegrali, ale mecz stał na bardzo wysokim poziomie.

          Mecze BKS Strzelec były w Brzozdowcach wielką niedzielną atrakcją, gra w piłkę nożną była dla młodzieży przyjemną i pożyteczną rozrywką. Wojna przerwała wszelką działalność sportową. Uważano, że wszelkie publiczne wystąpienia są nie na miejscu.          Wielu piłkarzy należało do AK. Niektórzy walczyli na froncie. Wspomnieć tu należy o Stanisławie Marciniaku, miejscowym nauczycielu szkoły powszechnej, podporuczniku rezerwy, piłkarzu Strzelca, który walczył z Niemcami pod Lwowem. Aresztowany przez NKWD, więziony w Kozielsku, znalazł śmierć w Katyniu.

           Jak popularną była w Brzozdowcach piłka nożna może świadczyć piosenka o Brzozdowcach, którą tam ułożono a w której jako refren powtarzał się wiersz:

                            Bo boisko na Stawisku

                           To jest jednak klawa rzecz

                           Tam se kopniesz futbalisko

                           Tam zobaczysz prima mecz.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,    w styczniu 2013 roku.

Fotografie  ze zbiorów Barbary Suchorowskiej-Włodarczyk (fot. 1 – Karol Mroczkowski) i Marzeny Wysmyk (fot 2, 3).

%d blogerów lubi to: