001_kochawina

Kościół w Kochawinie w sierpniu 2019 r.

Powodem odwiedzenia Kochawiny w sierpniu 2019 roku była przede wszystkim archiwalna fotografia ze zbiorów rodzinnych autorki strony. Upamiętnia ona brzozdowiecką pielgrzymkę do sanktuarium w Kochawinie, która odbyła się 85 lat temu – w czwartek 17 maja 1934 roku. Dzięki opisowi sporządzonemu przez Katarzynę z Dąbrowskich Berezowską, można rozpoznać przynajmniej kilka osób. Są to m.in.:

  • Jadwiga Freidenberg (w pierwszym rzędzie, pierwsza od lewej, w narzuconej marynarce).
  • Janina Wilusz (obok, druga od lewej).
  • Katarzyna Dąbrowska, lat 15 (w pierwszym rzędzie 4 od lewej, w berecie, z długimi włosami).
  • Jan Rauth (chłopiec w pierwszym rzędzie w środku, w białym wykładanym kołnierzyku).
  • Jan Gustkowicz (z prawej strony, z brzegu, w piątym rzędzie)
11

Pamiątka z brzozdowieckiej pielgrzymki do Kochawiny 17 maja 1934 r.

Może ktoś z czytelników rozpozna jeszcze jakieś osoby?

004_kochawina

Miejsce, w którym wykonano fotografię, po 85 latach – w sierpniu 2019 r.

Z prasy lwowskiej z tegoż dnia dowiedzieć się można, że w maju 1934 po pięciu tygodniach suchej i wyjątkowo ciepłej, wręcz upalnej pogody, 15 maja spadł deszcz, a nad Lwowem przeszła burza. Na 17 maja prognozowano pogodę chłodną i pochmurną, z lokalnymi opadami. Może to tłumaczyć cieplejsze okrycia pielgrzymów mimo słonecznego dnia, choć powodem mogła być także wczesna pora wyruszenia z Brzozdowiec. Nie wiadomo, czy pielgrzymi brzozdowieccy nocowali wówczas w Kochawinie oraz jaką dokładnie trasę przemierzyli, lecz do pokonania mieli przynajmniej 15 km w jedną stronę (w linii prostej).

kochawina_pocztowka_1909

Pocztówka ze zbiorów autorki strony

Sanktuarium, do którego zmierzali było już wówczas popularnym od lat celem pielgrzymek, zwanym „Jasną Górą Ziemi Lwowskiej”. W zespole budowli sanktuarium dominował okazały kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zbudowany w stylu neoromańskim w latach 1868-1894. Jego wnętrze ozdobione zostało w latach 1928-29 modernistycznymi freskami pędzla Juliana Krupskiego[1]. Malowidła te częściowo zachowały się do dzisiaj. Najważniejszym był jednak obraz, znajdujący się w ołtarzu głównym.

 

kochawina_oltarz_nawa_glowna

Widok ołtarza przed 1912 r. – reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

 

Historia kultu obrazu zaczyna się od wydarzenia, jakie przytrafiło się dziedziczce pobliskiej Rudy, Annie Wojankowskiej podczas podróży zaprzęgiem konnym do Żydaczowa w roku 1646. Modląc się o przezwyciężenie nagłych trudności w czasie podróży, miała spostrzec obraz przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, zawieszony na dębie.

001_cud_kochawinski

Pocztówka z Kochawiny ze zbiorów Archiwum Polona Biblioteki Narodowej

Scenę tę przedstawiono na gobelinie, który posłużył za motyw reprodukowany później m.in. na pocztówkach[2]. Datowanie i autorstwo obrazu nie jest więc możliwe do ustalenia. W wydanych na temat Kochawiny broszurach wymienione są cuda, jakie miały dokonać się z jego udziałem, a ich treść przekazują w formie wierszowanej także hymny, które zapewne śpiewano podczas nabożeństw. Ich treść przedrukowana została w broszurze Fortunata Szymanieckiego Upominek z Kochawiny wydanej już w 1863 nakładem lwowskiego Ossolineum. Sprzedaż tej publikacji miała zasilić budżet przedłużającej się budowy kościoła.

78647239

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego

Na miejscu znalezienia obrazu istniała bowiem pierwotnie, t.j. od 1680 roku, kaplica ufundowana przez wojewodzinę kijowską Teresę z Zawadzkich Wychowską, odnowiona w roku 1888. Natomiast stary, drewniany kościół ufundowany przez dziedzica Rudy Konstantego Wychowskiego znajdował się w Kochawinie od początków wieku XVIII i został rozebrany w roku 1898. W książce Jerzego Kowalczyka Świątynie późnobarokowe na Kresach można przeczytać, że „W kościele odpustowym w Kochawinie z 1742 r. ściany boczne były pobite gontami, ale fasada musiała być otynkowana i została pokryta bogatą polichromią w 1777 r. (…) W trójstrefowym szczycie u dołu umieszczono widok kościoła i kapliczki na drzewie z cudownym obrazem NMP, adorowanej przez wiernych”[3].

kochawina_dawny_kosciol_do 1896

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Napoleon_Orda_Hnizdyczów

Kościół w Kochawinie na rysunku Napoleona Ordy, Wikipedia (domena publiczna)

Budowa kościoła nowego, murowanego trwała od ok. 1868 i do 1882 postępowała wolno z uwagi na różne trudności. Został on konsekrowany 1 września 1894. Na fotografii z tego wydarzenia widać obie budowle.

78647291

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

kochawina_procesja_1894

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Sanktuarium w Kochawinie rozwinęło się bowiem dopiero dzięki staraniom proboszcza ks. Jana Trzopińskiego (1855-1931), który pracował tam w latach 1898-1931[4]. Dokończył on rozpoczętą wcześniej przez ks. Eugeniusza Pietruskiego i zawieszoną, budowę kościoła, wyremontował plebanię, zbudował kaplicę na miejscu znalezienia obrazu, a dla pielgrzymów przygotował nie tylko dom noclegowy, a nawet salę widowiskową. Ks. Trzopiński propagował także wiedzę o Kochawinie, zapraszając hierarchów Kościoła na uroczystości, publikując broszury i artykuły prasowe, a także układając nowennę wydaną drukiem już w 1896. Dbał również o estetykę sanktuarium, którego budowle sakralne były utrzymane w popularnych wówczas stylach neoromańskim i neogotyckim, a teren obsadzony był drzewami, których cień miał dawać wytchnienie licznym pielgrzymom. Sprzedawano także pocztówki z widokiem kochawińskiego kościoła i wizerunkiem obrazu oraz pamiątkowe broszury, z których dochód miał przyczynić się do rozwoju sanktuarium.

kochawina_1894

Kościół w Kochawinie, 1894. Reprodukcja z książki M. Czermińskiego T.J.

005_kochawina

Kościół w Kochawinie w sierpniu 2019 r. – restauracja budowli wciąż trwa

Historię sanktuarium opisał szczegółowo w książce Kochawina w przeszłości i dobie obecnej, jezuita, ks. Marcin Czermiński[5] zaproszony do tego przedsięwzięcia przez kochawińskiego proboszcza ks. Jana Trzopińskiego „z okazyi koronacyi obrazu Matki Boskiej” zaplanowanej na 15 sierpnia 1912 roku. Na koronację zaproszono licznych gości, w tym także arcybiskupów obrządku ormiańskiego i greckokatolickiego. Ciekawostką jest, że uroczystą mszę tego dnia koncelebrował ks. Joachim Motykiewicz, dziekan z Brzozdowiec (Czermiński 1912, s. 42). Nie wiadomo, czy zachowały się fotografie z tego doniosłego wydarzenia, jednak z wydanej na tę właśnie okazję książki Czermińskiego dowiedzieć się można wiele o tle historycznym, związanym z kultem obrazu, który był celem pielgrzymek do sanktuarium. Cenne są także ilustracje, ukazujące wnętrze kościoła, zanim zostało ozdobione do dziś zachowanymi freskami oraz dokumentujące życie sanktuarium; zarówno odświętne, jak i codzienne. Na terenie sanktuarium znajdował się bowiem m.in. dom pielgrzyma, a także sierociniec dla dziewcząt prowadzony przez Siostry Służebniczki.

kochawina_ks_trzopinski

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

Większość zabudowań (plebania, dom gościnno-rekolekcyjny, sierociniec zbudowany w latach 1898-1902, kaplica zbudowana na miejscu znalezienia obrazu w latach 1901-1903) zachowała się do dnia dzisiejszego. Na teren kompleksu wchodzi się przez okazałą, neogotycką, murowaną bramę.

kochawina_kaplica

Reprodukcja z książki ks. M. Czermińskiego T.J.

kochawina_dom_goscinny

Dom gościnny w Kochawinie – pocztówka ze zbiorów autorki strony

Dziś sanktuarium w Kochawinie i sylwetka ks. Jana Trzopińskiego są opisane w Wikipedii. Informacje o sanktuarium znaleźć można także w przewodniku krajoznawczo-historycznym Grzegorza Rąkowskiego Ukraińskie Karpaty i Podkarpacie, część zachodnia.

003_kochawina

Odnowiona fasada kościoła w Kochawinie – w sierpniu 2019 r.

002_kochawina

Kościół w Kochawinie – detal wieży – w sierpniu 2019 r.

kochawina3

Obrazek pamiątkowy, Gliwice, 1974. Ze zbiorów autorki strony

Obecnie oryginał obrazu z Kochawiny znajduje się w parafii Matki Boskiej Kochawińskiej w Gliwicach, w sanktuarium zaś, pozostającym pod opieką greckokatolickich redemptorystów ze Stryja jako parafia św. Gerarda, znajduje się jedna z jego kopii. Kilka pozostałych kopii znajduje się w Polsce. Współczesna Kochawina jest częścią liczącego ponad 4 tys. mieszkańców Hnizdyczowa.

 

[1] Julian Krupski (1871-1954) był artystą malarzem, autorem wielu polichromii w kościołach Małopolski i Podkarpacia.

[2] Gobelin ten był pierwotnie wykonany na srebrnej kanwie, zastąpionej po renowacji w Paryżu, zleconej przez ks. Trzopińskiego, kanwą płócienną. Był zawieszony w nawie głównej kościoła (Czermiński 1912, s. 15).

[3] J. Kowalczyk, Świątynie późnobarokowe na Kresach, Wyd. IS PAN, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki, Warszawa 2006, s. 62.

 

[4] W latach 1896-1898 ks. Jan Trzopiński pełnił funkcje wikarego przy proboszczu parafii kochawińskiej ks. Eugeniuszu Pietruskim.

[5] Ks. Marcin Czermiński T.J. (1860-1931), jezuita, był misjologiem i hagiografem, autorem wielu publikacji misyjno-krajoznawczych, m.in.  Szkice cywilizacyi Afryki południowej (1890), Szkice z Indyj (1891), Albania: zarysy etnograficzne, kulturalne i religijne (1893), W Dalmacyi i Czarnogórze (1896), Kolonie polskie w Bośni (1903), Wyprawa na Patmos, Efez i Kretę w 1899 r. i 1903 r. (1904), Na górze Athos wśród mniszej republiki (1908). Napisał także książki, w których kreślił sylwetki misjonarzy, m.in. O. Jana Beyzyma, bł. Andrzeja Boboli i in. Większość publikacji tego autora jest dostępna w Archiwum Polona Biblioteki Narodowej.

Również doroczne święto 3 Maja było szczególnie podniośle obchodzone. Organizacje i młodzież szkolna przybyły zbiorowo na uroczystą Mszę św. „Boże coś Polskę” popłynęło pod sklepienia świątyni potężnie a zarazem błagalnie. Potem defilada przed przedstawicielami miejscowych władz na tle budynku szkolnego. W najbliższą niedzielę uroczystości 3 Maja odbywały się w Boryniczach i w Ostrowie Czarnym, wioskach należących do parafii brzozdowieckiej. W uroczystości w Boryniczach wziął udział starosta powiatowy Kirschner a także właściciel Borynicz hr. Ludwik Mycielski z małżonką. Po Mszy św. w kaplicy wyruszył pochód do domu ludowego, gdzie po części oficjalnej odbył się występ „Teatru Ludowego „KSM” / Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej/. Tańce ludowe, pieśni, inscenizacje tak się podobały, że wzbudziły zachwyt u publiczności a kierownik zespołu, prezes KSMM Jan Burlikowski otrzymał serdeczne gratulacje starosty i właściciela Borynicz hr. Mycielskiego. Podobne gratulacje otrzymała reżyserka a zarazem choreografka p. Stefania Marciniakowa.

Jeden z występów brzozdowieckiego zespołu

Brzozdowiecki zespół teatralny w strojach ludowych. Pierwsza z prawej w górnym rzędzie Jadwiga Freidenberg (zam. Lindmajer). W I rzędzie druga z lewej Zofia Berezowska (zam. Kordal), czwarta z lewej Helena Suchorowska (zam. Kanas),piąty z lewej Stanisław Suchorowski (Rosio);
II rząd: pierwszy z lewej Karol Suchorowski (mąż Stanisławy Dąbrowskiej). W ostatnim rzędzie pośrodku Kazimierz Kordal (mąż Zofii Berezowskiej). W ostatnim rzędzie trzecia od lewej strony Bronisława Mendocha, następna osoba to Stefania Kryza (zam. Dąbrowska).

Jeszcze w tym samym dniu zespół udał się do Ostrowa, gdzie dał drugi występ dla tam. ludności polskiej. Był tam też gorąco oklaskiwany.

Te uroczystości a także występy pięknego zespołu były bardzo krzepiące dla miejscowej ludności polskiej.

Brzozdowiecki zespół teatralnyJedna z inscenizacji zespołu z Brzozdowiec. Przy stole Zygmunt Berezowski i Jadwiga Freidenberg w jasnej peruce.

  W czerwcu zespół udał się do innej miejscowości w tej parafii a mianowicie do Rudy. Tam na wolnym powietrzu dał pokaz tańców i inscenizacji ludowych. Polska ludność Rudy zgotowała młodzieży bardzo gorące przyjęcie.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski w maju 2014 roku

Tekst ten ukazał się drukiem w książce Moje miasteczko Brzozdowce. Krótka historia Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzozdowcach w Archidiecezji Lwowskiej spisana przez Jana Burlikowskiego, pod red. ks. Rafała Brzuchańskiego, Wyd. „Czuwajmy” Kraków 2003, s. 59-60.

W Wielką Sobotę nabożeństwo rozpoczynało się już o godz. 6-tej. Oprócz wody chrzcielnej poświęcano też zwykłą wodę, którą wierni przynosili ze sobą a następnie zabierali do domów. Święcenie pokarmów odbywało się bezpośrednio po Mszy św. w sposób bardzo uroczysty. Wierni ustawiali się w dwuszeregu na cmentarzu kościelnym z wielkimi koszami, w których znajdowały się szynki, kiełbasy, baranki, babki, jajka, chrzan, sól, masło. Z kościoła wychodziła procesja z chorągwiami, ksiądz proboszcz przechodził środkiem i poświęcał a następnie w krótkim przemówieniu życzył wszystkim wesołych świąt.

W innych miejscowościach należących do parafii święcenia odbywały się w szkołach i kaplicach.

W Wielką Sobotę obowiązywał post wg przepisów kościelnych do godz. 12. W praktyce zachowywano post przez całą sobotę.

W czasie Mszy św. Wielkosobotniej na „Gloria” uderzały wszystkie dzwony w kościele i na zewnątrz a śpiewane przez celebransa trzykrotne „Alleluja” wprowadzały podniosły, radosny nastrój.

Podniosły obrzęd „Rezurekcji” odbywał się o godzinie 18.30. Celebrans wraz z asystą kawalerów ubranych w komże i ze świecami oraz innymi kawalerami niosącymi krzyż przepasany czerwoną stułą, figurę Pana Jezusa Zmartwychwstałego i paschał, oraz ministrantami w milczeniu udawał się do Bożego Grobu. Po krótkiej, cichej modlitwie chór rozpoczynał pieśń „Gloria Tibi Trinitas”. Potem następowały psalmy przepisane liturgią, po łacinie. Następowała modlitwa „Ojcze nasz” i jeszcze okolicznościowa modlitwa po łacinie. Celebrans podnosił monstrancję z Najświętszym Sakramentem i intonował „Wesoły nam dziś dzień nastał”. W tym momencie uderzały wszystkie dzwony. Rozlegały się salwy moździerzowe. Procesja ruszała aby trzykrotnie okrążyć kościół.

Strzelanie z moździerzy w poranek wielkanocny 1934.  Po procesji celebrans ujmował krzyż przepasany czerwoną stułą i trzykrotnie, coraz to wyżej, śpiewał po łacinie „ Zmartwychwstał Pan z Grobu”. Odpowiadano po łacinie: „który za nas zawisnął na Krzyżu. Alleluja”. Trzykrotna salwa moździerzowa wstrząsała kościołem. Następowała jutrznia wielkanocna, śpiewana po łacinie. Na zakończenie tej wspaniałej uroczystości śpiewano „Te Deum Laudamus” i Regina celi, po łacinie.

W Rezurekcji uczestniczyły tłumy wiernych, których kościół nie mógł pomieścić. Straż przy Bożym Grobie pełnili członkowie miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej.

W Niedzielę Wielkanocną o świcie, gdy rozlegał się dzwon na Anioł Pański wstrząsały miasteczkiem wystrzały moździerzowe a z kopuły kościelnej rozlegały się pieśni wielkanocne grane przez orkiestrę Karola Łabuza.

Po porannej Mszy św. we wszystkich rodzinach odbywało się uroczyste śniadanie. Na początek dzielono się święconym jajkiem składając sobie najlepsze życzenia. W ten dzień nie gotowano obiadu. Zajadano potrawy sporządzone w dniu poprzednim. Skorupki ze święconych jaj nie wolno było wyrzucać do śmieci lecz wysypywano je do ogródka lub na grządki aby kwiaty i jarzyny dobrze rozwijały się.

Oblewanie się wodą znane było pod nazwą „śmigus”. Odbywało się jednak nie w drugi dzień świąt, lecz we wtorek. Śmigus został przeniesiony na dzień powszedni ze względów praktycznych. Chodziło o to, że w święta ludzie chodzili w świątecznych strojach, które łatwo było zniszczyć. Na apel jednego z proboszczów zwyczaj oblewania przeniesiono zatem na dzień powszedni.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w Brzozdowcach,  jak zresztą na całym terenie wschodniej Polski, istniał zwyczaj pozdrawiania się w okresie Świąt Wielkanocnych, począwszy od rezurekcji, słowami „Chrystus zmartwychwstał”, pozdrowiony odpowiadał „prawdziwie że powstał’. To pozdrowienie przyjęte zostało od Kościołów wschodnich.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,  w marcu 2013 roku

Ostatnia niedziela Wielkiego Postu rozpoczynała obrzędy Wielkiego Tygodnia i nazywana była Niedzielą Palmową. Przed sumą odbywała się uroczystość poświęcenia palm. Były one robione z gałązek łozy z baziami, umajonymi trzciną, bukszpanem lub barwinkiem, suchymi kwiatkami. Na sumę wszyscy z domu szli z palmami. Każda gospodyni niosła dużą palmę, dzieci miały mniejsze palmy. Obrzęd poświęcenia palm trwał dość długo. Po śpiewach psalmów ewangelii, wyruszała procesja na zewnątrz kościoła. Powracająca do kościoła procesja z palmami zastawała drzwi kościoła zamknięte. Wewnątrz pozostawał tylko organista, który na przemian z celebransem śpiewał przepisane psalmy. Po modlitwach celebrans uderzał ramieniem krzyża trzykrotnie w drzwi kościelne, które się w tym momencie otwierały. Wierni wchodzili do kościoła. Miało to symbolizować otwarcie nieba dla wszystkich przez śmierć krzyżową Jezusa Chrystusa. Wierni ustawiali się przez środek kościoła i kładli swoje palmy na posadzce świątyni. Po palmach tych kroczył, wśród śpiewu „Krzyżu Święty”, celebrans poprzedzony krzyżem procesyjnym. Miał w ręku również palmę. Obrzęd poświęcenia palm zakończony. Rozpoczynała się Msza św. Kolorem liturgicznym Niedzieli Palmowej był fioletowy. Dziś czerwony.

Powracający z kościoła wierni uderzali się wzajemnie palmami mówiąc: palma bije, nie ja biję, za sześć noc – Wielkanoc, za sześć dzień – Wielki Dzień. Tak samo po powrocie do domu uderzano palmą tych, którzy nie byli na sumie.

Poświęcone palmy przechowywano w domu, najczęściej za obrazami. Z początkiem maja, gdy po raz pierwszy wyganiano krowy na pastwisko należało mieć w ręku palmę, którą bydło uderzano aby zdrowo się chowało i krowy dużo mleka dawały.

Poniedziałek i wtorek były dniami przygotowań do następnych dni Wielkiego Tygodnia. Chłopcom przygotowywano kołatki, nazywane „bocianami”. Były te kołatki pojedyncze albo z czterema młotkami, te ostatnie były marzeniem wszystkich chłopców.

W Wielką Środę odbywało się nabożeństwo zwane Ciemną Jutrznią. W ławach obok wielkiego ołtarza zasiadali księża i organista, śpiewając na przemian psalmy przepisane dla tego obrzędu. W prezbiterium ustawiano świecznik o 13 świecach. Na dany znak przez księdza katechetę, ministrant gasił po jednej świecy. Ostatnią pośrodku świecę nie gasił tylko płonącą wynosił za ołtarz.  W tym momencie księża uderzali książkami o pulpit, co dawało sygnał do ogromnego łoskotu kołatkami, jaki wprawiła czekając z niecierpliwością na ten moment „zgraja” chłopców z kołatkami. Wypadali z kościoła i biegiem z głośnym kołataniem obiegali kościół.

Ciemną Jutrznię odprawiano jeszcze w Wielki Czwartek i Wielki Piątek.

W Wielki Czwartek w godzinach rannych odprawiała się jedyna Msza św. Na „Gloria” uderzały wszystkie dzwony i  dzwonki tak w kościele jak i poza kościołem, po czym milkły aż do ”Gloria” w Wielką Sobotę. Milkły też organy. Po Mszy św. w procesji przenoszono Najśw. Sakrament do bocznego ołtarza, św. Michała, do t. z. „ciemnicy”.

Liturgia Wielkopiątkowa rozpoczynała się o godzinie 7-mej. Następowała adoracja Krzyża św., komunia św. a potem przeniesienie Najśw. Sakramentu do Grobu. Odtąd obywała się adoracja aż do rezurekcji przez całą noc z piątku na sobotę.  Nabożeństwo odbywało się, jak wszystkie zresztą, w języku łacińskim, niezrozumiałym dla wszystkich wiernych.

Warto tu jeszcze opisać wygląd Bożego Grobu. Był zresztą bardzo piękny. Urządzony był przy ołtarzu Matki Boskiej. Z naturalnej zieleni wyłaniała się malowana na czterech elementach dekoracyjnych. W głębi znajdowała się nisza grobowa, w której leżała figura Pana Jezusa. Nad niszą, na ołtarzu wśród malowanych obłoków monstrancja. W ukryciu, wśród zieleni umieszczano klatki ze śpiewającym ptaszkami. Przed Bożym Grobem ustawiano fontannę. Wystrój Bożego Grobu, cichy plusk fontanny i śpiew ptaków sprawiały niezwykły, modlitewny nastrój. Szczególnie w Wielką Sobotę, gdy umilkły całonocne śpiewy wielkopostne a w kościele zapanowała absolutna cisza.

W Wielki Piątek, po odśpiewaniu wszystkich trzech części Gorzkich Żalów ministranci urządzali szukanie i gonienie Judasza. Przygotowywali pochodnie i kije a tymczasem Judasz ukrył się. Szukano go na cmentarzu kościelnym, w ogrodzie plebańskim w różnych zakamarkach a gdy znaleziono go, uciekającego okładano symbolicznie kijami za jego zdradę. Judaszem zdrajcą był…kościelny Marian Sanocki.

W Wielki Piątek był zwyczaj na znak żałoby zasłaniać lustra. Przepisy postne były w ten dzień absolutnie przestrzegane, aż do przesady, n. p. nie można było jeść żadnego tłuszczu nawet masła, nie spożywano też mleka, a głównym pożywieniem były ziemniaki okraszone olejem konopnym oraz zupa z suszonych owoców.

W domach zachowywano powagę i skupienie, za śmiech dzieci były upominane.

Kolorem liturgicznym Wielkiego Piątku był kolor czarny, z wyjątkiem procesji do Bożego Grobu, w kolorze białym.

 

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,  w marcu 2013 roku

Początków  sportu należy szukać w latach dwudziestych. Pojawiła się wtedy gra zwana „kiczką”. Zabawiali się nią chłopcy pasący krowy na pastwisku zwanym Malechówka. Do tej gry używano klocka drewnianego i takiegoż kija. Klocek kładziono do dołka, podbijało się go a następnie jak najmocniej należało uderzyć kijem aby klocek poleciał jak najdalej. Wygrywał ten, który najdalej wybił klocek. W drugiej połowie lat dwudziestych pokazała się piłka nożna. Przywieźli ją gimnazjaliści ze Lwowa. Boiskami były przydomowe podwórka.

           Prawdziwy rozwój sportu w Brzozdowcach nastąpił w latach trzydziestych z chwilą zorganizowania Oddziału Związku Strzeleckiego. W Związku tym powstała sekcja sportowa, która przemieniła się w klub sportowy pod nazwą Brzozdowiecki Klub Sportowy Strzelec. Klub przybrał barwy biało-zielone. Delegacja młodzieży udała się do wójta gminy z prośbą o zezwolenie na prowadzenie treningów i spotkań na pastwisku zwanym „Stawisko”. Młodzież sama uporządkowała teren, ustawiła bramki, wyznaczyła linie. Powstała sekcja piłki nożnej i sekcja siatkówki. Próbowano stworzyć sekcje kobiece ale jakoś dziewczęta nie kwapiły się do sportu.

           Kapitanem klubu został Jan Burlikowski. W drużynie grali: Jan Burlikowski, Stanisław Wesołowski, Józef Zagórski, Karol Łabuz, Julian Ukraiński, Stanisław Kłosowski, Karol Mroczkowski, Stanisław Mroczkowski, Bronisław Rokaszewski, Marian Malec, Edward Suchorowski. W bramce grali: Michał Somyk i N. Kozakiewicz. Było jeszcze kilku graczy, których nazwisk nie pamiętam. Największe ożywienie w sporcie miało miejsce w czasie wakacji, gdy do Brzozdowiec przyjeżdżali uczniowie szkół średnich lub pracujący na urlopy. Stanowiliśmy wtedy silny zespół, z którym okoliczne zespoły nie mogły sobie poradzić.

Karol Mroczkowski

 Pierwszy mecz z zespołem z miasteczka Rozdół przegraliśmy 1:7. Oni wyszli w strojach piłkarskich, nasi grali w długich spodniach i białych koszulkach, w świątecznych półbutach. Niejedna podeszwa wtedy odleciała. W kilka miesięcy później, już w krótkich spodenkach i lepiej dobranych butach, chociaż jeszcze nie piłkarskich, pokonaliśmy Rozdół też 7:1. Kilkakrotnie potem graliśmy z Rozdołem, zawsze zwycięsko.

Piłkarskie kontakty utrzymywaliśmy także z Polonią z Mikołajowa. Pierwszy mecz był u nich. Zremisowaliśmy tam 0:0, u nas mecz był wygrany 3:1. Graliśmy ze Strzelcem z powiatowego miasta Żydaczów. Na ich boisku w bardzo osłabionym składzie przegraliśmy 1:7, u nas zremisowaliśmy 1:1. Graliśmy z reprezentacją Borynicz, wygrana 5:0. W tym stosunku wygraliśmy z miejscową drużyną ukraińską, Hortywną.Obrazek

Występy naszego zespołu cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców miasteczka. Na mecze przychodziło stosunkowo dużo ludzi. Wstęp płaciło się 10 gr, początkowo nawet był darmowy. Klub nie miał żadnych funduszów. Pierwszą piłkę kupiono z dobrowolnych składek zawodników.

Obrazek

Wszystkie miejscowe mecze sędziował honorowo student Politechniki Lwowskiej Feliks Bilicki, który mimo iż był miejscowy, sędziował zawsze bardzo obiektywnie.

         Sekcja piłki siatkowej nie utrzymywała żadnych kontaktów z innym drużynami: poza jednym wyjątkiem. Grała z reprezentacją 6 pułku artylerii przeciwlotniczej ze Lwowa. Przegrali, ale mecz stał na bardzo wysokim poziomie.

          Mecze BKS Strzelec były w Brzozdowcach wielką niedzielną atrakcją, gra w piłkę nożną była dla młodzieży przyjemną i pożyteczną rozrywką. Wojna przerwała wszelką działalność sportową. Uważano, że wszelkie publiczne wystąpienia są nie na miejscu.          Wielu piłkarzy należało do AK. Niektórzy walczyli na froncie. Wspomnieć tu należy o Stanisławie Marciniaku, miejscowym nauczycielu szkoły powszechnej, podporuczniku rezerwy, piłkarzu Strzelca, który walczył z Niemcami pod Lwowem. Aresztowany przez NKWD, więziony w Kozielsku, znalazł śmierć w Katyniu.

           Jak popularną była w Brzozdowcach piłka nożna może świadczyć piosenka o Brzozdowcach, którą tam ułożono a w której jako refren powtarzał się wiersz:

                            Bo boisko na Stawisku

                           To jest jednak klawa rzecz

                           Tam se kopniesz futbalisko

                           Tam zobaczysz prima mecz.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,    w styczniu 2013 roku.

Fotografie  ze zbiorów Barbary Suchorowskiej-Włodarczyk (fot. 1 – Karol Mroczkowski) i Marzeny Wysmyk (fot 2, 3).

%d blogerów lubi to: