Zima 1939/40 była ciężka, szczególnie ostre mrozy dawały się we znaki w połowie lutego. 10 lutego 1940 roku dotarła do Brzozdowiec już rankiem wieść tragiczna i niezrozumiała. Oto niektóre polskie miejscowości zostały w nocy z 9 na 10 lutego przy 40 stopniowym mrozie otoczone przez funkcjonariuszy NKWD, ludność wypędzona z domów, zabrana na wozy i przewieziona do Chodorowa. Tam załadowano wszystkich do towarowych wagonów „z kominkami”. W okolicy taki los spotkał wieś Kremerówkę koło Chodorowa i wieś Turady koło Żydaczowa.

Dla nas była to wiadomość straszna i zupełnie niepojęta. Co winni byli ci ludzie, na ogół biedni, nie mający nic wspólnego z polityką, pracujący ciężko na swoich małorolnych gospodarstwach. Jak nam doniesiono, nie oszczędzono nikogo ani starców nad grobami, ani dzieci. Nawet matki będące po połogu składano na koc i tak razem z noworodkiem wsadzano na wóz podczas siarczystego mrozu. Wolno było zabrać pościel, odzież i gotowe środki żywności. Resztę wszystko pozostało. Opowiadano, że rozpacz tych ludzi była ogromna. Gdy wagony bydlęce „z kominkami” ruszyły w nieznaną dal, rozległ się płacz i jęk a potem pociechy szukano w modlitwie.

Szczególnie rozdzierający był śpiew znanej pieśni, jakżeż aktualnej w danej chwili: „Serdeczna Matko, opiekunko ludzi, niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi, wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy, zlituj się zlituj, niech się nie tułamy”.

I tak tragiczne pociągi, jak się później okazało, podążały na stepy Kazachstanu i do lasów uralskich. Opowiadano, że szlak ten znaczyły trupy ludzi zmarłych i zamarzłych dzieci.

Wrażenie w Brzozdowcach było ogromnie smutne. Modlono się gorąco za tych nieszczęśliwych, wyrwanych niespodziewanie ze swoich, często nędznych domów. Widziało się kobiety w kościele leżące krzyżem przed ołtarzem, szlochające i modlące się na głos „Jezu cudowny – ratuj ich”.

Był to pierwszy wywóz Polaków, jak mówiono „na Sybir”. Wtedy nie dotknął ten los nikogo z Brzozdowiec, czy z najbliższej okolicy. Ostała się czysto polska wieś Krasna Góra w tej samej parafii tylko dlatego, że kolonia ta pochodziła jeszcze z czasów austriackich.

W późniejszym czasie wywieziono „na Sybir” rodziny wcześniej aresztowanych: nauczyciela Stanisława Marciniaka, podporucznika rezerwy WP, rodziny policjantów Kubackiego i Kasperowa. Wcześniej aresztowano też policjanta Sienkiewicza, ale ten rodziny nie miał. Po aresztowanych tych ślad zaginął a rodziny ich powróciły po wojnie do Polski.

Dziwny los i chyba szczęśliwy, spotkał pewnego lekarza Żyda z krakowskiego, którego losy wojenne zapędziły do Brzozdowiec. Zamiast na zachód pojechał na wschód i chyba uratował swoje życie w ten dziwny sposób.

Ludność polska z wielkim strachem przyjmowała wiadomość o pojawieniu się wagonów bydlęcych „z kominkami”, bo to oznaczało kolejny wywóz. Nie słyszano aby wywieziono kogoś z Ukraińców lub Żydów, z wyjątkiem przytoczonego wyżej przypadku.

Po napaści Niemców na Związek Radziecki, milicjanci ukraińscy opowiadali, że w biurze NKWD w Chodorowie znaleziono wykaz rodzin z Brzozdowiec i Hranek przeznaczonych do wywózki na lipiec 1941 roku, i że było tam 57 nazwisk.

W tym czasie, gdy w lutową, mroźną noc odbywał się pierwszy wywóz, lwowski dziennik „Czerwony Sztandar” zamieścił na pierwszej stronie fotografię uśmiechniętego Stalina w otoczeniu dzieci z podpisem „wielki Stalin kocha dzieci”.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał Stanisław Burlikowski w kwietniu 2021 roku.

P. S. Stanisław Marciniak, nauczyciel, podporucznik rezerwy Wojska Polskiego, zmobilizowany w 1939 roku brał udział w obronie Lwowa. Po zajęciu Lwowa przez Armię Czerwoną powrócił w mundurze do Brzozdowiec i został aresztowany przez NKWD. Został zamordowany w Katyniu, jego nazwisko znalazło się na liście katyńskiej.

Posterunkowy Jan Kubacki aresztowany przez NKWD w jesieni 1939 roku przepadł bez wieści.

Posterunkowy Jan Kasperow został aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu we Lwowie. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, wraz z grupą więźniów udało się mu z niego wydostać. W Brzozdowcach nie zastał już żony z dziećmi wywiezionymi do Kazachstanu. Został aresztowany przez milicję ukraińską. Na szczęście w tym czasie w Brzozdowcach kwaterowało wojsko słowackie. Dzięki wstawiennictwu grupy Polaków z ks. Stanisławem Kozłowskim, na polecenie dowódcy słowackiego, przejęli go żołnierze słowaccy i zabrali ze sobą do Lwowa. Przeżył wojnę, lecz dalsze jego losy nie były znane mojemu Ojcu.

Komendant PP w Brzozdowcach Edward Żugaj ukrywał się skutecznie, a po wojnie wyjechał na Zimie Odzyskane.

Starszy przodownik Bronisław Lis wyjechał do Lwowa, gdzie został aresztowany i przepadł bez wieści. To samo spotkało posterunkowego Bohdana Sienkiewicza.

Być może ktoś zna losy zaginionych bez wieści polskich policjantów z Brzozdowiec? Jak ogromna była ich ofiara i ich rodzin. A przecież takich posterunków było wiele. To świadectwo wielkich cierpień ludności polskiej z wschodnich terenów przydzielonych do Rosji sowieckiej.

Stanisław Burlikowski

Na fotografii: w środku komendant posterunku PP w Brzozdowcach Edward Żugaj, z lewej sekretarz gminy Stanisław Rowiński, z prawej wójt gminy Józef Kłosowski.

Wybitni brzozdowianie – prof. zw. dr h. c. Stefan Górniak, ekonomista, znawca księgowości i rachunkowości

Stefan Górniak urodził się 01.09.1900 roku w Brzozdowcach, w wielodzietnej, niezamożnej rodzinie. Był najmłodszym synem Piotra Górniaka i Konstancji z domu Śliwak, której ojciec Jan Śliwak był brzozdowieckim murarzem i tkaczem. Rodzina Śliwaków, wcześniej Śliwów, pochodziła według mojej cioci Mani (Marii z Burlikowskich Tokarzowej) z okolic Dzikowa, obecnie dzielnicy Tarnobrzega. Z kolei Górniacy, z których pierwszym przedstawicielem w Brzozdowcach był Piotr, pochodziła według niej z okolic Żywca. Stefan szkołę powszechną ukończył w 1911 roku. Później uczęszczał do VI Gimnazjum Państwowego we Lwowie, które ukończył zdając egzamin dojrzałości w 1919 roku. W nauce i życiu pomagał mu starszy o 11 lat brat Jan, przedwojenny sędzia.

W 1919 roku zgłosił się na ochotnika do służby wojskowej, a w okresie od sierpnia do października 1920 bezpośrednio uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej w stopniu starszego szeregowca w jednym z pułków piechoty. W tym stopniu został przeniesiony do rezerwy. Po ukończeniu studium ekonomiczno-handlowego przy Akademii Handlowej, studiował na Wydziale Prawa i Umiejętności Politycznych Uniwersytetu Jana Kazimierza, który ukończył w 1924 roku uzyskując stopień doktora praw. W trakcie studiów dorabiał w Polskiej Nafcie SA, w Państwowym Urzędzie Zbożowym, w Towarzystwie Eksploatacji Soli Potasowych. Zebrał wtedy cenne doświadczenia praktyczne, rozwijane następnie na polu naukowym.

W roku 1926 roku rozpoczął działalność zawodowa i naukową w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego we Lwowie, która od 1937 roku przyjęła nazwę Akademii Handlu Zagranicznego, a po utworzeniu we lwowskim uniwersytecie studium ekonomicznego i skarbowego – również na tych studiach. Od 1927 roku do wybuchu wojny był też równocześnie nauczycielem w Państwowej Szkole Ekonomiczno-Handlowej. W okresie okupacji sowieckiej, w latach 1939 – 1941 był wykładowcą w Technikum Handlu Radzieckiego. Podczas okupacji hitlerowskiej, w latach 1941 – 1944 był wykładowcą w Szkole Handlowej z polskim językiem wykładowym.

Po wojnie przybył do Krakowa, gdzie przez rok był wizytatorem w Kuratorium Oświaty. W tym okresie rozpoczął też pracę jako wykładowca w Studium Spółdzielczym utworzonym przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Od roku akademickiego 1949/50, na prośbę rektora, wykładał równocześnie rachunkowość w Wyższej Szkole Handlowej (później przemianowanej na Wyższą Szkołę Ekonomiczną) we Wrocławiu. Następnie pełnił tam początkowo funkcję dziekana Wydziału Finansów, a w okresie od 31.01.1951 roku do 30.09.1952 roku, funkcję rektora.

W 1952 roku objął stanowisko kierownika Katedry Rachunkowości w WSE w Krakowie. W latach 1953 – 1955 był prorektorem tej uczelni. W 1956 roku uzyskał tytuł naukowy i stanowisko docenta. Tytuł naukowy i stanowisko profesora nadzwyczajnego nadała mu Rada Państwa w 1962 roku a tytuł profesora zwyczajnego w 1968 roku. W 1976 roku został doktorem honoris causa wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, a nieco później otrzymał złoty medal za zasługi dla AE w Katowicach. Był członkiem Sekcji Ekonomicznej PAN, członkiem Zarządu Krajowego Oddziału PTE i przewodniczącym Sekcji Rachunkowości. Wszystkie te funkcje i zaszczytne tytuły uzyskał mimo, że był bezpartyjny, co w tamtych czasach było wyjątkowym przypadkiem.

Publikacje naukowe Stefana Górniaka ukazały się już w latach międzywojennych jak „Handel węglem w Polsce” opracowane wspólnie z dr J. Błeszyńskim, „Polski kodeks handlowy” (1934), „Pieniądz, czek i weksel” (1936), a także szereg podręczników z zakresu księgowości oraz organizacji i techniki handlu. Jako kierownik lwowskiego Ogniska Współpracy Naukowej Komercjalistów, które założył, redagował wydawany drukiem biuletyn tej placówki o zasięgu ogólnopolskim. Udzielał się też społecznie. Był członkiem komisji rewizyjnej miasta Lwowa, przez szereg lat przewodniczącym lwowskiej komórki Stowarzyszenia Księgowych. Bezpośrednio po wojnie ukazały się wznowienia przedwojennych prac a także nowe np. „Zasady teorii księgowości oraz techniki księgowania i bilansowania”, które miały trzy wydania. Inne opracowania to m. in. „ Treść bilansów przedsiębiorstw w świetle teorii rachunkowości”, „ Zasady nauki o bilansach oraz techniki inwentaryzowania i bilansowania w przedsiębiorstwach handlowych i przemysłowych”, monografia „Bilansoznawstwo w zarysie” (trzy wydania). Samodzielnie lub jako współautor opracował wiele podręczników i skryptów akademickich jak np. „Zarys rachunkowości przedsiębiorstw”, który ukazał się nakładem PWN w pięciu kolejnych wydaniach. Publikował wiele artykułów w specjalistycznych czasopismach polskich i zagranicznych np. w bułgarskich, niemieckich, jugosłowiańskich, czechosłowackich. Dorobek publikacyjny profesora Górniaka obejmował około 120 pozycji. Odbył wiele podróży do ośrodków naukowych wielu państw europejskich, a w 1968 roku odwiedził uniwersytety w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Wszystko to odbywało się bez uszczerbku dla działalności dydaktyczno-wychowawczej. Promował kilkuset absolwentów studiów I stopnia i magisterskich. Był promotorem przewodów doktorskich i habilitacyjnych. Po przejściu na emeryturę w 1970 roku nadal współpracował z uczelniami i pracownikami naukowymi.

Dla jasności przekazu należy dodać, że początkowo wyższe uczelnie państwowe o profilu ekonomicznym miały różne nazwy. W 1950 roku to ujednolicono i aż do 1974 roku nosiły one nazwę Wyższych Szkół Ekonomicznych. Później przemianowano je na Akademie Ekonomiczne, a jeszcze później na Uniwersytety Ekonomiczne.

Stefan Górniak był żonaty z Wandą Dobrzycką. Małżeństwo było bezdzietne. Zmarł w Krakowie 10.04.1983 roku i spoczął na tamtejszym cmentarzu salwatorskim w grobie obok starszego brata Jana.

Warto tu wspomnieć o ciekawej historii Jana Górniaka i jego rodziny. Jan o własnych siłach, dzięki uporowi i wytężonej pracy ukończył studia prawnicze we Lwowie uzyskując stopień doktora praw. Jego żona, Zofia z domu Burczak była siostrą płk dypl. Kazimierza Burczaka, ofiary mordu katyńskiego, którego nazwisko widnieje na liście katyńskiej. Po rozbiorze Polski pomiędzy dwóch okupantów, Janowi udało się uniknąć aresztowania przez sowietów, którzy postawili sobie za cel zniszczenie polskiej inteligencji. Był sędzią w sądzie okręgowym w Samborze. Przypuszczalnie był tam też wtedy, gdy aresztowano jego rodzinę. W 1940 roku NKWD aresztowało Zofię i dwóch synów gimnazjalistów w ich lwowskim mieszkaniu. Wywieziono ich do Kazachstanu, do rejonu położonego około sto kilometrów od Aktiubińska (północno-zachodni Kazachstan). Zofia, nauczycielka, odważna, bohaterska patriotka, uchroniła synów i przetrwała nędzę i głód. W 1945 roku Jan doczekał się powrotu żony oraz młodszego syna Mieczysława do Krakowa, gdzie wcześniej zamieszkał. Po układzie Sikorski – Majski, starszy syn Wacław wydostał się z zesłania z wojskiem generała Andersa na Bliski Wschód. Po wojnie wstąpił do zakonu oblatów, ukończył seminarium duchowne w Rzymie i pozostał na Zachodzie pracując w Belgii wśród tamtejszej Polonii.

Jan Górniak nie wrócił po wojnie do zawodu sędziego. Nie mógł zgodzić się z powojennym sądownictwem, które skazywało na więzienie lub śmierć polskich patriotów. Poglądy wuja mojego Ojca mogłem poznać w czasie gdy pomieszkiwałem krótko w krakowskim mieszkaniu Górniaków przy ulicy Urzędniczej. Był człowiekiem na wskroś uczciwym, prawym, wyznającym niezłomne zasady, jasno formułującym swoje myśli. Miał stałe, ugruntowane poglądy, które cechowały jego postawę życiową. Można by było o nim powiedzieć, jak Cyceron o Sokratesie „semper idem” czyli „zawsze taki sam”. Zmarł jesienią 1977 roku i pochowany został na cmentarzu salwatorskim w Krakowie.

Zofia, skromna nauczycielka, przykładna żona i matka, patriotka, sybiraczka, dołączyła do rodzinnego grobu na Salwatorze w 1991 roku, po śmierci w 95 roku życia.

Jan, Stefan i Zofia Górniakowie

Na podstawie materiałów Jana Burlikowskiego, wspomnień własnych, książki Stefana Tokarza pt. „Ludzie i cienie”, wyd. Księgarnia Akademicka sp. z o. o., Kraków 2006, opracowania pt. „Poczet rektorów WSH, WSE i AE we Wrocławiu 1947 – 2007” pod redakcją Józefa M. Soroki, wyd. AE we Wrocławiu w 2007 r.

Opracował Stanisław Burlikowski w kwietniu 2021 roku.

Za nadesłane materiały dziękuję P. Stanisławowi Burlikowskiemu.

Nakładem Towarzystwa Wydawniczego „Historia Iagellonica” (Wydz. Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego) ukazało się w roku 2020 opracowanie naukowe, poświęcone dwóm miejscowościom: to Brzozdowce i Knihynicze. Jest to już 35. tom z serii Na styku kultur i narodów. Galicyjskie miasta i miasteczka w józefińskim katastrze gruntowym, pod redakcją naukową Krzysztofa Ślusarka. Autorami publikacji są Volodymyr Dolinovskyi i Ivanna Stadnyk. Zachęcam do lektury – książka dostępna jest jako PDF. Można z niej niemało dowiedzieć się na temat struktury własności ziemskiej w Brzozdowcach w końcu wieku XVIII.

Dziękuję serdecznie za informację o stronie Mapire, dającej możliwości obejrzenia Brzozdowiec i okolicy na starych mapach, którą nadesłał P. Stanisław Horyń. Przykładem jest piękna, dokładna i barwna mapa Galicji i Bukowiny, którą można obejrzeć tutaj, a oto jej wycinek, przedstawiający Brzozdowce:

Fragment mapy z widocznym planem Brzozdowiec z XIX wieku

Można także porównać dawne mapy z dzisiejszą mapą satelitarną poprzez dostosowanie ustawień przezroczystości.

rycina_brzozdowce

Rycina z broszury W. Mrowińskiego (1886), autor nieznany. Z zasobów Biblioteki Narodowej (Archiwum Polona)

W zasobach Archiwum Polona prowadzonego przez Bibliotekę Narodową pojawił się skan broszurki o cudownym obrazie znajdującym się w brzozdowieckim kościele. Broszurę pt. zredagowaną przez ks. Waleriana Mrowińskiego i wydaną w roku 1886 we Lwowie nakładem brzozdowieckiego proboszcza, ks. Joachima Motykiewicza (jak zadeklarowano na pierwszej stronicy, dochód z jej wydania miał umożliwić pokrycie dachu kościoła blachą) zdigitalizowano w ramach projektu Patrimonium. Przeglądając Polonę można też zapoznać się z innymi publikacjami ks. Mrowińskiego. Treść broszury opublikowana została we fragmentach na naszej stronie internetowej już ok. 2002 roku, przepisana wówczas przez autorkę z kserokopii będącej w posiadaniu rodziny.

obraz_brzozdowce_rycina

Rycina przedstawiająca obraz znajdujący się w brzozdowieckim kościele (autor nieznany). Z zasobów Biblioteki Narodowej (Archiwum Polona)

Broszura, prócz opisu cudów, zawiera też dwie ryciny nieznanego autorstwa: z widokiem kościoła oraz cudownym obrazem, a także słowa pieśni i modlitw związanych z jego kultem.

Na stronie internetowej Polska 1926 – Portret zbiorowy II RP opublikowano skany ksiąg składających się na wielotomowe archiwum – Deklarację Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Zbierane między kwietniem a lipcem 1926 roku podpisy pochodzą z bardzo wielu miejscowości, wśród których nie zabrakło Brzozdowiec. Społeczność brzozdowiecka reprezentowana jest przez dwie grupy uczniów siedmioklasowej szkoły powszechnej: na awersie klasy I-III a na rewersie klasy IV-VII oraz grono pedagogiczne.

http___www.polska1926.pl_017_0089

Źródło: Portal Ośrodka KARTA Polska 1926. Portret zbiorowy II RP.

Jak można dowiedzieć się z ozdobnego nagłówka karty wypełnionej w maju 1926 roku Brzozdowcach, kierownikiem szkoły był wówczas Juljan Leżohupski, opiekunem – Józef Wasylczuk, a inspektorem Jan Kościelny. Na rewersie dokumentu widnieją także podpisy kadry szkolnej, którą stanowiły nauczycielki: Marja Kordalówna, Stefanja Kordalowa, Kazimiera Mayerowa i Zofja Śliwakówna oraz katecheci obu obrządków:  ks. Bronisław Wojtanowski (katecheta obrządku łacińskiego) i ks. Mikołaj Hapij (proboszcz i katecheta obrządku greckokatolickiego).

http___www.polska1926.pl_017_0090

Źródło: Portal Ośrodka KARTA Polska 1926. Portret zbiorowy II RP.

Portal Polska 1926. Portret zbiorowy II RP tworzony jest przez Ośrodek KARTA w ramach projektu 1918-2018 Nieskończenie Niepodległa. Administratorzy portalu zachęcają do współpracy przy odczytywaniu nazwisk i uzupełnianiu biogramów osób podpisanych na dokumentach.

Drodzy Czytelnicy strony o Brzozdowcach. Licząc na Waszą pomoc zamieszczam komunikat przesłany przez P. Stanisława Zagórskiego, poszukującego informacji o swojej rodzinie:

„Zwracam się  z prośbą do dawnych brzozdowian zamieszkujących Pomorze Zachodnie z prośbą o jakiekolwiek informacje na temat rodziny Zagórskich zamieszkujących Brzozdowce numer domu 7.
  • Roman Zagórski   – urodzony 20.01.1928 r w Hrankach, syn Jana i Marii z domu Bocheńska,
  • Czesław Zagórski – urodzony 29.07.1926 r. w Brzozdowcach, syn Jana Zagórskiego i Marii, Reginy z domu Horyń, córki Grzegorza i Apolonii z domu Guga,
  • Jan Zagórski – urodzony we wsi Hranki, syn Józefa i Apolonii z domu Śliwak,
  • Maria, Regina Zagórska z domu Horyń – pierwsza żona Jana Zagórskiego,
  • Maria Zagórska z domu Bocheńska – druga żona Jana Zagórskiego; zmarła z głodu,
  • Emilia Horyń – sąsiadka mieszkała cztery domy od Zagórskich,
  • Katarzyna Rewer – sąsiadka.
 Najbardziej jednak proszę o jakiekolwiek informacje na temat Czesława Zagórskiego, którego losy nie są znane. Z opowiadań mojego ojca (Romana Zagórskiego) wynika, że w 1942 roku w Brzozdowcach zaczęły się przymusowe wywózki na roboty do Niemiec. Na jesieni 1942  w jednym z transportów znalazł się mój wujek Czesław Zagórski wraz z kolegami: Piotrem Nebesnym i Januszem Delinowskim. Ostatnia wiadomość od Czesława Zagórskiego nadeszła z okolic Berlina w której pisał, że pracuje u jakiegoś gospodarza Bruno Dominika. Potem ślad się urwał.
Czy są może znane komuś z dawnych brzozdowian fakty związane z wywózką w 1942 roku?  Czy żyją może jeszcze osoby które przeżyły tę wywózkę? Jeszcze raz z góry dziękuję za jakiekolwiek informacje.
Mój ojciec zmarł w 2008 roku nigdy nie dowiedziawszy się jakie były losy jego brata.
Stanisław Zagórski”

jan_zagorski

Jan Zagórski

roman_zagorski

Roman Zagórski

zagorska-maria-geb-bochenska

Maria z Bocheńskich Zagórska

Czesław Zagórski

Czesław Zagórski

Brullion pomierzonych włości w dobrach JW Franciszka y Kazimierza Rzewuskich pod dozorem JW grafa Czaki

Brullion pomierzonych włości w dobrach JW Franciszka y Kazimierza Rzewuskich pod dozorem JW grafa Czaki – z zasobów Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona.

W zasobach Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona pojawił się nowy materiał powiązany z Brzozdowcami – ręcznie wykonana mapa okolic, sporządzona przez kartografa działającego na zlecenie hrabiego Rzewuskiego. Mapa narysowana jest piórkiem i podmalowana kolorami, posiada opisy okolicy, zawiera nazwy lokalne i jest opatrzona legendą. Wedle tejże Brzozdowce są miasteczkiem mniejszym, sąsiedni Rozdół jest miasteczkiem większym, a znajdujące się w pobliżu: Hranki, Kuty, Podhorce, Turzanowce i Malechów są wsiami bez cerkwi. Między Brzozdowcami a Hrankami zaznaczona jest karczma.

Brullion pomierzonych włości w dobrach JW Franciszka y Kazimierza Rzewuskich pod dozorem JW grafa Czaki.

Brullion pomierzonych włości w dobrach JW Franciszka y Kazimierza Rzewuskich pod dozorem JW grafa Czaki – detal mapy z zasobów Cyfrowej Biblioteki Narodowej Polona.

Brzozdowce znajdują się w obrębie, okolonych na mapie kolorem żółtym, włości rozdolskich i brzozdowieckich. Mapa jest nie tylko interesująca od strony historycznej, ale też pięknie wykonana i dobrze zachowana – w detalu widać każde pociągnięcie pióra i pędzla.

Niemal w tym samym czasie ukazała się w Przemyślu książka Geografia albo dokładne opisanie królestw Galicyi i Lodomeryi, której autorem był Ewaryst Andrzej hr. Kuropatnicki. Jej drugie wydanie opublikowano we Lwowie przez Zakład Narodowy im Ossolińskich nakładem Wojciecha Manieckiego. W przedmowie wydawca wyjaśnia, iż mimo, że książka nie ma walorów naukowych, stanowi wartościowe źródło historyczne. W książce nie pada nazwa Brzozdowce, a z mniejszych miejscowości w ramach cyrkułu lwowskiego wymienione są na s. 78: Rozdół („Miasto domu Rzewuskich. Był tu kościół i klasztor Karmelitów trzewiczkowych”) i Chodorów („Tegoż domu, z pałacami oba miasta i kościołami”). Natomiast, jak pisze autor, „Cyrkuł ten obfituje. Przywozu różnego, nie rachując ile w sobie ma, obfituje w gips, kamień ciosowy, wapienny, łąki rozległe, pola urodzajne, glinę na cegły, stawy obszerne, piasek do muru, bekasy, ptastwo drobne i stawowe, w ogrody, sady i co tylko do życia być może potrzebnego” (Kuropatnicki, 1858, wyd. II, s. 78).

Oba te wysiłki „opisania świata” wskazują, jakimi sposobami próbowano porządkować wiedzę w II połowie XVIII wieku. Mapy szkicowane ręcznie i notatki czynione z potrzeby zebrania informacji o regionie były bliskie rzeczywistości, którą porządkowały – z rozmaitymi detalami, ciekawostkami i osobistym rysem autora.

Na blogu czajkus.com pojawił się interesujący wpis, który poleciła mi jedna z czytelniczek naszej brzozdowieckiej strony. Dotyczy on relacji z wycieczki naukowej do gorzelni w Brzozdowcach, którą odbyli w roku 1910 studenci wydziału chemii technicznej Politechniki Lwowskiej wraz z profesorem Wiktorem Syniewskim.

Za zgodą autora bloga czajkus.com cytuję treść artykułu, który można  przeczytać także w zasobach Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej:

„WYCIECZKA NAUKOWA DO GORZELNI W BRZOZDOWCACH

Jak co roku, tak też i w bieżącym wybrali się słuchacze wydziału chemii technicznej lwowskiej szkoły politechnicznej na jednodniową wycieczkę dla zwiedzenia gorzelni krajowej. Pierwotnie przyrzekł nam prof. Syniewski, że urządzi nam wycieczkę w „50 lat wstecz”, skąd szybko, bo w 3-4 dni przebiegać będziemy dalszych pięć dziesięcioleci; zamierzał po prostu zacząć od zwiedzania jakiejś gorzelni-antyku, o takiem urządzeniu, któregobym dziś przedstawić nie potrafił, bo w podręcznikach gorzelnictwa już dawno nie istnieją, przejść potem gorzelnie coraz to doskonalsze, a skończyć na takiej, która jest ostatnim wyrazem techniki gorzelniczej.

Projektu tego musiano jednak dla pewnych względów zaniechać w tym roku i pozostało zwiedzenie gorzelni możliwie najlepszej. Pewnego pięknego dnia ogłoszono nam marszrutę do Brzozdowiec, a nazajutrz raniutko siedzieliśmy już w pociągu do Stanisławowa, na którym szlaku kolejowym leży stacya Borynicze, obsługująca Brzozdowce.

– Co to za gorzelnia, czy daleko od stacyi, kto jest jej właścicielem, a kto w niej wódkę pędzi? – oto pytania, jakiemy zasypaliśmy profesora, usadowiwszy się w wagonie.

Gorzelnia - pocztówka z Brzozdowiec   – Co za gorzelnia? – zobaczymy, bo i ja jej nie znam, wiem tylko, że ma być niezła; przedsiębiorcę jej – jeżeli już mam mówić językiem ustawy gorzelnianej – dotąd nie znam, lecz nieomylę się, gdy po tem, co w liście do mnie napisał, nazwę go bardzo uprzejmym, który nas rad przyjmie w gorzelni. Wódkę pędzi mój uczeń ze szkoły dublańskiej, jeden z najlepszych naszych młodych gorzelników. – Bylibyśmy jeszcze dalej zasypywali pytaniami profesora, lecz on, widocznie z intencją, skierował rozmowę na sprawy akademickie, poczem pytania ucichły, a rozpoczęła się żywa pogawędka, na której czas zleciał nam jakby biczem trzasł. – Przy zbliżaniu się do Borynicz uśmiechał się profesor pod wąsem, stwierdzając, żeśmy się nie nudzili; podejrzewam go, iż z rozmysłem podsunął nam taki temat do rozmów, który najbardziej rozespanego ożywi i rozbudzi.

Konie rosłe i rącze, wygodne powozy i wózki, powietrze świeże, okolica nieznana, a interesująca, oto przyczyny tego, że nastrój uczestników wycieczki wzniósł się jeszcze wyżej, a wesołość przebijała się w dowcipach, z wozu do wozu podawanych. Tak dojechaliśmy do Brzozdowiec.

– Ależ źle jedziecie, przyjacielu na koźle; do gorzelni skręca się w lewo, jak widzę – rzekłem do naszego woźnicy, gdym zaoczył, że mija dojazd do gorzelni.

– Gorzelnia nie ucieknie, a pan mój kazał mi wieźć panów do dworu. I zawiózł nas tak, jak mu kazano.

Sprawozdanie mam zdawać techniczne, nie mogę przeto odbiegać od mego właściwego tematu, lecz czytelnicy sami dorozumiecie się, że nie tylko dla zaprezentowania nas panu Wiktorowi Korzennemu i jego rodzinie, naszym państwu gospodarstwu, zawiozły nas powozy do dworu. Przyczyny były nie tylko duchowej natury, lecz także czysto fizycznej. Uprzejmy gospodarz kazał nam żartobliwie „posilić się przed pracą”, bo „głodnych nie może puścić – jak mówił – do gorzelni”.

Gorzelnia od frontu

Zaczęło się wreszcie zwiedzanie. Na pierwszy rzut oka już, przed przestąpieniem jeszcze progu gorzelni widzimy, że budowano ją z dobrym namysłem. Budynek jednopiętrowy, wykonany w surowej cegle, czworoboczny, bez wszelkich załamań, z przybudowaną z jednego boku klatką schodową, nadającą widokowi pewne urozmaicenie, a kotłownią z drugiego czyni na przybyszu nader miłe wrażenie. Wrażenie to jest potęgowane widokiem pięciu  olbrzymich okien fabrycznych w frontowej ścianie budynku, po których z góry już spodziewać się można wielkiej ilości światła, tak potrzebnego wewnątrz każdej fabryki, a nie to gorzelni, gdzie czystość jest, jak wiemy obecnie, niezbędnym warunkiem powodzenia roboty.Gorzelnia od podwórza

Wita nas p. Izydor Nussbaum i prowadzi do przybytku, gdzie rezyduje i rozkazuje, i niebawem zaczyna opisywać nam rozkład całego budynku.   Najlepszy opis słowami zastąpi nam jeszcze lepiej plan gorzelni, dlatego podaję go tu czytelnikom na załączonej tablicy. (plan miał być w kolejnym numerze czasopisma, ale nie było – przyp. Ł. Cz.).
Wchodzimy przez sień i rzucamy okiem do kancelaryi po lewej stronie. Jesteśmy zdumieni, jak widocznie też prof. Syniewski, jej miłym wyglądem i urządzeniem. „Wodociągu i porcelanowego zlewy do mycia rąk, tegom jeszcze w kancelaryi galicyjskiej gorzelni nie widział”, odzywa się profesor, kręci głową i wstępujemy na prawo do tzw. izby aparatowej. Izba ta jest charakterystyczną dla gorzelni” wysoka (prawie 7 m), niezbyt szeroka (6 m) i tak długa (16 m), że się w niej szeregiem zmieszczą wszystkie aparaty i maszyny, które gorzelnik ma mieć w swem ręku. Pięć olbrzymich okien (1.80 m szer. i 4.20 m w łuku wys.) oświetla tę salę tak jasno, że najdrobniejszy pył na maszynach i aparatach jest zaraz widoczny i nie może ujść bacznemu oku kierownika, tak, że utrzymanie aparatów w czystości jest wielce ułatwione. Izba fermentacyjna jest bardzo obszerna, posiada ściany pociągnięte farbą, po to, aby je można było zmywać wodą i jest przesklepiona na dźwigarach, podtrzymywanych czterema słupami żelaznymi. Podesty, biegnące wzdłuż kadzi, są żelazne, farbą pociągane. Wszelkie rury do prowadzenia zacieru są miedziane. Obok izby fermentacyjnej znajduje się niemniej obszerna drożdżarnia, mieszcząca obok kadzi drewnianych na drożdże i zbiornika gorącej wody, także małą kadź zacierną dla sporządzania i ukwaszenia zacierku pod drożdże. Wszędzie panuje idealna czystość.

Cały budynek jest podpiwniczony, a cała przestrzeń piwniczna podzielona miedzy słodownię i płuczkarnię ziemniaków, wcale się ze sobą nie komunikujących. Do słodowni schodzi się z sali aparatowej. Na wstępie mamy betonową kadź zalewną, z umieszczonym w niej bębnem do moczenia zboża. Jest to bęben z dziurkowanej blachy żelaznej, osadzonej na wale żelaznym, dającym się obracać ręcznie za pomocą korby. Bęben ten jest zanurzony w wodzie, jaka basen jest wypełniony. Dalsza część słodowni jest przeznaczona na zrostownię właściwą. Okna tego lokalu są zwrócone do południa i dlatego są oszklone żółtemi szybami dla powstrzymania zbyt silnych promieni świetlnych. Posadzka jest cementowa, gładka, a uwagę zwraca zagłębiony, wąski kanał-ścieżka, biegnący wzdłuż ścian naokoło całego lokalu. Przy zmywaniu posadzki wodą gromadzi się w tem zagłębieniu i ścieka dalej tak, że nie ma obawy, aby pod grzędy słodu podciekała.

Do płuczkarni wchodzimy z kotłowni. Ziemniaki dostarcza się do tego lokalu przez środkowe okno piwniczne w frontowej ścianie budynku. Zanim dostaną się do wnętrza, muszą potoczyć się po mostku-rafie, umieszczonym nad kanałem gorzelnianym, biegnącym wzdłuż tej ściany gorzelni. Grube zanieczyszczenia, jak błoto i piasek spadają do tego kanału, skąd je woda, ciągle tam płynąca, zabiera dalej. Wewnątrz płuczkarni jest umieszczona płuczka pod środkową ścianą budynku. Płuczka ta, ulepszona specjalnie przez p. Nussbauma, składa się właściwie z dwóch części: z części pierwszej, do której robotnik wrzuca ziemniaki, którą można by nazwać przepłuczką i drugiej, płuczki właściwej. Częśc pierwsza składa się z żelaznej skrzyni o podwójnym dnie. W dnie fałszywem z dziurkowanej blachy znajduje się pośrodku wgłębiona rynna z umieszczoną w niej ślimacznicą. Skrzynia ta jest podczas ruchu wypełniona wodą, przedostającą się z właściwej płuczki. W naszych oczach domieszano do ziemniaków bardzo obficie mierzwy słomianej i takie ziemniaki wrzucono do płuczki. Ziemniaki opadły na dno: między zwoje ślimacznicy, zaś słoma spłynęła na wierzch i została wyniesiona wodą na zewnątrz przez szeroki przelew. Tak od słomy oddzielone ziemniaki posuwa ślimacznica ku właściwej płuczce i tamtędy dostają się one przez wspólny otwór w ścianie płuczki.

Wnętrze gorzelni w BrzozdowcachTu płuczą się one do reszty w sposób znany, aby elewatorem dostać się na strych budynku do ustawionej tam wagi.   Z wyjątkiem górnej części elewatora i wagi, oraz zbiornika na wodę nie ma na strychu żadnej części
aparatu. Tak parnik, jak i deflegmator mieszczą się jeszcze wewnątrz wysokiej izby aparatowej. Kocioł jest urządzony do opalania ropą.

W gorzelni zwraca jeszcze uwagę krótka transmisya i znakomita wprost izolacja rur i wszelkich aparatów, w których wnętrzu krąży para lub znajduje się gorąca woda. Jest to już wyłączna zasługa p. Nussbauma, który izolacye sam niemal własnoręcznie wykonał.

Gorzelnia wyrabia 7 hl. spirytusu dziennie i w tym celu jest co dzień przez 6 godzin w ruchu, a do obsługi wymaga zaledwie 4 robotników. – Tem istotnie, jak się dowiadujemy z ust profesora, zdobywa ta gorzelnia rekord co do minimum czasu ruchu i minimum sił roboczych. W innych warunkach byłoby to niemożliwe. Tu jednak wszystko jest tak dostosowane i należycie rozmieszczone, że istotnie stało się możliwem zejść do powyżej przytoczonego minimum. Prawda, że uwaga gorzelnika musi być w ciągu tych sześciu godzin niezwykle naprężona.

Gorzelnia ta, własność Fundacyi hr. Skarbka została zbudowana w roku 1908 dla wyrobu 1231 hl. kontyngentu, a urządzenie ulepszono jeszcze pod wielu względami w roku ubiegłym.

Mało jest chyba w naszym kraju tak pięknie i tak celowo urządzonych gorzelń jak brzozdowiecka. Że taka jest, należy przypisać wielce szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie tylko tej, że stawiała ją Fundacya, którą stać na dobrze urządzoną gorzelnię, lecz także i tej, że współdziałały tu trzy osoby z zupełnem zrozumieniem rzeczy i wyrozumieniem dla siebie, mianowicie dzierżawca Brzozdowiec, p. W. Korzenny, budowniczy Fundacyi, p. Tabaczyński i kierownik przyszłej gorzelni, p. I. Nussbaum. Niemniej zasługuje tu na uwagę dobra chęć fabryki maszyn ks. Lubomirskiego we Lwowie, która dostarczała tu wszystkie aparaty i temi się tu wielce chlubnie popisała.”

Fotografie, poza pocztówką z moich zasobów, pochodzą również ze strony czajkus.com.

Dzięki uprzejmości Stanisława Burlikowskiego publikuję treść i skan listu z 22 lipca 1946 roku, którego nadawcą był ksiądz Michał Kaspruk, a odbiorcą Jan Burlikowski.

W odczytaniu listu pomogli m.in.: Pan Jan Śliwak wraz z córką, za co serdecznie dziękuję.

List opisuje losy społeczności brzozdowieckiej na Pomorzu Zachodnim. Pisownia oryginalna.

List ks. Kaspruka 1 str.

List ks. Kaspruka 2 str

Kochany Janku!

Na list z 20/5/46 odpisuję dopiero dziś, a to dlatego, że prędzej nie mogłem, gdyż szkoła powszechna i gimnazjum zabierały mi cały tydzień, a do tego parafia obszerna, ogromna, bo pomyśl, powiat ma 1130 km2 i na to 2 księży, ja w Kamieniu i o 22 Klm ode mnie w Golczewie drugi – ja oprócz Katedry w Kamieniu obsługuję 3 Kościoły, a przed 28/7 będzie czwarty a od 4/8 piąty, 25 Klm ode mnie, który w tym dniu poświęcę – w życiu tak ciężko nie pracowałem – czekam na ks. Kozłowskiego i jakoś go nie widać.

Kamień jest to miasto powiatowe nad Zatoką bałtycką – położone pięknie – miasto w 65 % w gruzach – stoi tu 39 pułk piechoty, jest gimnazjum, liceum i szkoła VII klasowa pow. Katedra biskupia mała (?), znacznie zniszczona jest to zabytek z czasów Piasta z roku 1174 – piękna budowla – widzieli ją Antek Hodowany, Staszek, Mundek i Józ. Berezowscy, którzy tu byli w maju. U mnie mieszka Fr. Berezowski z pod Kościoła – na przedmieściu mieszka Feliks Kłosowski – w Trzebieszewie 6 Klm stąd jest kilkanaście naszych rodzin, a to: Koty, Kostuch  Tad. (?) Ciura, Mentełyk (?), Horyń, Gust. Slusarze(?), Piątkowski Bronisł., Szymański Miśko z matką, Berezowski i inni – w Chrząstowie Palińscy. Ci należą do mojej parafii – w Niemicy par. Golczewo są obaj Oleśkowie, Fr. Wewiórski, Kaz. Berezowski Kowal, Fr. i Jan Śliwaki, Bereżyński, Manaszczuk z Helką Mroczkowską i inni. W Goliszewie, Józ. Wereszczyński, Józef Suchorowski, Kania(?) ….. z ojcem i braćmi – w Braterskiej Woli mój Błażko, który jest tam sołtysem, Stach Kawecki, ….szczenko, Guga – ot rozbitki – tu umarł stary Piątkowski – reszta się trzyma – ze Slązka pisał do mnie Antek Jaworski, z Gożowa Tad. Gołębiowski, co z innymi się dzieje nie wiem – Com przeżył od X/45 to Bogu wiadomo – ale o tem kiedyś pogadamy – jak masz ochotę przyjedź w odwiedziny – tylko z góry zaznaczam że do kolei 22 Klm. Jak Ci się powodzi, a Kasia czy zdrowa – a jak rodzicom idzie i innym. Na tem kończę – pozdrów znajomych – ja codziennie modlę się za swoich parafian przed cudownym Obrazem, który umieściłem w Katedrze – Całuję Was serdecznie,

                                                                             Ks. M. Kaspruk, Kamień 22/7/46

W liście wymienieni są, m.in. trzej bracia Berezowscy: Józef (1906-1956), Zygmunt (1914-1998) i Stanisław (1922-2007), którzy po wojnie mieszkali w Tarnowie wraz z rodzinami. Józef Berezowski był kolejarzem, podróżował wiele po Polsce, odwiedzając rozproszonych krewnych i znajomych z Brzozdowiec.

Ksiądz Michał Kaspruk pisał także wcześniej wspomnienia, które dotyczyły jego doświadczeń w czasie I wojny światowej, gdy przebywał w Lubaczowie. Można je przeczytać tutaj.

%d blogerów lubi to: