Ze wspomnień Jana Burlikowskiego – Wielkie wyjścia

30/01/2014

Kiedy w czerwcu 1944 roku wojska alianckie wylądowały we Francji i utworzyły drugi front, nadzieja wstąpiła w serca Polaków na rychłe wyzwolenie. O powodzenie drugiego frontu patriotyczni mieszkańcy Brzozdowiec i okolicy zamówili Mszę św., którą odprawił ks. mgr Stanisław Kozłowski, miejscowy katecheta i kapelan oddziału AK przy odsłoniętym na ten czas Cudownym Obrazem Pana Jezusa Miłosiernego. Przyszło bardzo dużo ludzi, mimo, że termin nie został publicznie ogłoszony ze zrozumiałych względów. Wiadomość o drugim froncie i Mszy św. o jego powodzenie przekazywały sobie wzajemnie zaufane osoby. A tymczasem stawało się jasne, że te tereny wcześniej zajmą wojska radzieckie. Spodziewano się, że w tym wypadku wojska radzieckie poskromią oddziały UPA i z tej strony nic Polakom nie będzie groziło. Nikt nie przypuszczał, że trzeba będzie opuścić rodzinne strony. Obawiano się także przebiegu walk frontowych. Niemcy się jednak wycofali, w ślad za nimi ciągnęły wojska radzieckie. Niemcy na tym terenie nie stawiali oporu. Ostrzeliwali tylko ogniem artyleryjskim szosę Chodorów – Rozdół, którą przemieszczały się wojska radzieckie. Pociski padały też na Brzozdowce, rannych zostało kilku. Wiele osób z okolicznych domów schroniło się w kościele na czas ostrzeliwania. W tym czasie pewnej nocy ktoś zawiesił biało-czerwoną flagę na budynku TSL-u, zdjętą natychmiast przez Ukraińców.

W okolicy kwaterowała i operowała grupa polsko-sowieckiej partyzantki Mikołaja Kunickiego pseudonim „Mucha”. W swoim pamiętniku pisze m. in.

„Oddział Partyzancki im. Stalina  Wieś Granki/Hranki – Kuty 2.X.1944r.

Rozkaz. Zgodnie z rozkazem generała majora Saburowa oddział przybył do rejonu rozpoznania /wzg.392/.

Wysłano w nocy grupę rozpoznawczą do wsi Granki – Kuty, która nawiązała kontakt z łącznikami banderowców, dostarczyli oni tyle żywności oddziałowi partyzanckiemu, że nie był w stanie jej zużyć.

W dniu 31.X.1944 r. wszyscy dowódcy i łącznicy zostali aresztowani, między innymi łącznik UPA, który pracował od 1925 roku. Aresztowanych w liczbie 47 ludzi skierowano do powiatu Chodorów.

Dowódca  Oddziału Partyzanckiego.”

Krótki ten i zwięzły rozkaz wymaga uzupełnienia wiadomościami. Partyzantka M. Kunickiego rozpoznała dobrze rozmieszczenie UPA, a przede wszystkim znała hasło i odzew jakimi posługiwali się w tym czasie banderowcy. Upowcy byli przekonani, że wyrządzają przysługę bratniej organizacji. Wszystkich aresztowanych trzymano w zabudowaniach dworskich Fundacji St. Hr. Skarbka. Jeden z aresztowanych nazwiskiem „Bryndzak”, widocznie poczuwający się do większej winy popełnił samobójstwo. Pozostałych oddano w ręce NKWD w Chodorowie.

Dowódca oddziału partyzanckiego M. Kunicki złożył wizytę proboszczowi parafii Brzozdowce Michałowi Kasprukowi, który opowiedział mu o zorganizowanej obronie Brzozdowiec. Opowiedział też o historii Cudownego Obrazu Pana Jezusa Ukrzyżowanego i wiarę oraz nadzieję jaką w nim pokładają mieszkańcy Brzozdowiec i okolicy. Odsłonił Cudowny Obraz, przed którym Kunicki chwilę się modlił.

Rozpoczął się pobór do wojska. Polaków wcielano do Polskiego Wojska walczącego przy boku Armii Radzieckiej. Zginął w walce o Berlin Józef Piątkowski z Hranek. Szereg naszych żołnierzy walczyło o Wał Pomorski.

Przystąpił do akcji NKWD. Rozpoczęły się poszukiwania członków Armii Krajowej. Za przynależność do AK aresztowano. Ogółem aresztowano 12 osób. Wśród nich dowódcę na okręg Brzozdowce Stanisława Kordala st. ogniomistrza, Antoniego Antonickiego, Jana Kozakiewicza, N. Szymańskiego, łączniczkę Emilię Rokaszewską. Wszystkich skazano na 10 lat obozu pracy.

Równocześnie prowadzono usilnie agitację na rzecz wyjazdu Polaków na Ziemie Zachodnie. Zaczęli napływać Ukraińcy wysiedlani przez władze polskie z terenów Bieszczad. Postanowiono wyjechać razem. Rusini wyrażali żal z powodu wyjazdu Polaków, czynili to szczerze, nie kryjąc łez. Dobytek zwożono do Chodorowa, gdzie miały być podstawione wagony. Proboszcz ksiądz Michał Kaspruk postanowił wyjechać razem z parafianami. Naczynia, szaty liturgiczne, chorągwie pomogli zabrać parafianie. Cudowny Obraz Pana Jezusa postanowiono zabrać ze sobą. „Niech Cudowny Pan Jezus poprowadzi nas do nieznanego celu. Wszak to największy skarb jaki wieziemy ze sobą”. Tak mówili i dodawali i „jeszcze Relikwie Krzyża Świętego”. Pod taką opieką szczęśliwie dotrzemy do nieznanego celu. Figurki i feretrony przekazano proboszczowi greko-katolickiej cerkwi. Klucze od kościoła otrzymał proboszcz ks. Hapij. Dzwon wielki przekazano cerkwi.

Wnet po wyjeździe Polaków zaczęły się wśród ludności legendy, a to że figurka Matki Boskiej płacze, że z zamkniętego kościoła dochodzą na zewnątrz głosy organów i śpiew. Wyjazd Polaków był wielkim wydarzeniem wprost wstrząsającym i to zarówno dla Polaków jak i Rusinów.

Gdy już wszyscy byli w Chodorowie zdjęto Cudowny Obraz i zawieziono do Chodorowa. Zdjęcia tego najcenniejszego skarbu, jaki posiadało miasteczko dokonał Bronisław Rokaszewski, który był  bardzo tym przejęty i dokonał tego z największą czcią i szacunkiem, świadom historyczności chwili. Dwieście lat odbierał tu cześć zarówno od strony Polaków jak i Rusinów, obdarowywał łaskami zarówno jednych jak i drugich.

W październiku 1945 roku podstawiono nareszcie wagony dwóch pociągów, do których załadowali się Polacy z Brzozdowiec, Hranek i Krasnej Góry. Wielu „pasażerów” tego pociągu już nie żyje, wielu o tym koszmarnym wydarzeniu zapomniało.

Jedna z uczestniczek tego transportu zapisała na ten temat, pani Zofia Kordalowa tak opisuje:

„Co do wyjazdu tyle pamiętam, że wyjeżdżaliśmy 19 października 1945 roku. Bardzo długo czekaliśmy na wagony, otrzymaliśmy odkryte, dopiero w Łabędach przenieśli nas do krytych. Konwojentem naszym był ksiądz Kaspruk, ojciec mój był jego prawą ręką /Franciszek Berezowski/.

Kroczyliśmy wolno razem z Cudownym Obrazem z Brzozdowiec tak jak na Golgotę. Dojechaliśmy do Golczewa, bo dalej nie było torów, kilka rodzin t.j. kombatantów mieli gospodarstwa zajęte bo walczyli na tych terenach, inni musieli dopiero szukać. Będę długo pamiętała ten dzień, była to wigilia, deszczowy dzień, wozem woziliśmy swój dobytek do Trzebieszowa, gdzie ojca do siebie zabrał sekretarz. Długo tam nie byliśmy, w kwietniu 1946 roku byliśmy już w Kamieniu.”

Ks. Kanonik Michał Kaspruk od władz kościelnych otrzymał skierowanie do katedry w Kamieniu Pomorskim, gdzie w głównym ołtarzu umieścił Cudowny Obraz. Z czasem Obraz ten został przeniesiony do kaplicy, zwanej odtąd Kaplicą Brzozdowiecką.

Początkowy zamysł był aby wybrać na osiedlenie miejscowość podobną do Brzozdowiec i tam stworzyć nowe Brzozdowce. Przedstawiciele PURU oferowali po drodze te lub inne miejscowości, brzozdowianom żadna jednak nie odpowiadała. Grupa byłych żołnierzy z Franciszkiem Kotem na czele dążyła do osiedlenia się na Pomorzu Zachodnim. Po drodze jednak przez całą Polskę wiele rodzin wysiadało. Grupy przesiedleńców wysiadały już w Rzeszowie, Krakowie, Bielsku-Białej, dość spora grupa w Gliwicach-Łabędach, w Opolu i okolicy, koło Jeleniej Góry, Żagania, Kołobrzegu, Gdańsku i okolicy. Najliczniejsza jednak grupa w Kamieniu i okolicy. Ksiądz proboszcz Michał Kaspruk zawiesił Cudowny Obraz Pana Jezusa Brzozdowieckiego w Katedrze Kamieńskiej, gdzie odbiera cześć i obdarza łaskami dawnych i nowych parafian.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,   w styczniu 2014 roku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: