Na aukcjach internetowych Allegro pojawiły się listy wysyłane z Brzozdowiec do Lwowa i Mikołajowa oraz kierowane w drugą stronę, z lat 1831, 1832 i 1835. Listy są pisane po łacinie i najprawdopodobniej jest to korespondencja kościelna.

W archiwum Biblioteki Cyfrowej KUL przejrzeć można znaną już częściowo czytelnikom tej strony broszurkę o cudach Wiadomość o obrazie Jezusa Ukrzyżowanego cudami słynącego w kościele Brzozdowieckim oraz opisanie łask i cudów tamże zdziałanych, zredagowaną przez Waleriana Mrowińskiego a wydaną nakładem księdza Joachima Motykiewicza w 1886 roku.

Wszystkim czytelnikom i współtwórcom tej strony oraz przyjaciołom społeczności brzozdowieckiej składam serdeczne życzenia za pomocą pocztówki, którą zobaczyć można na stronie Archiwum Polona. Być może ponad sto lat temu ktoś z Brzozdowiec taką właśnie pocztówkę wysłał lub otrzymał?wesolego_alleluja_lwow

P. Stanisław Horyń przekazał informację o akcji pomocy organizowanej przez Wolontariat Misyjny Salvator.

“Mamy w końcu możliwość aby nie przyglądać się biernie tragicznej sytuacji na Ukrainie! 
Każdy z nas może indywidualnie lub w grupie wspomóc naszych sąsiadów wykonując paczkę dla konkretnych dzieci. Paczki rozdane zostaną na Święta Wielkanocy w miejscowości Nowy Rozdół na Ukrainie, gdzie proboszczem jest ks. Damian Pankowiak. Wartość jednej paczki powinna wynosić 50 – 100 zł. Najważniejsze, żeby w paczce znajdowały się rzeczy adekwatne do wieku np. przybory szkolne, kolorowanki, ubranka, słodycze lecz takie, które się nie zepsują. Zachęcamy aby pozbierać się w parę osób i stworzyć taką paczkę. Jeżeli nie masz takiej możliwości przekaż nam rzeczy materialne, nawet najmniejsze, a my rozdysponujemy je na konkretne paczki.
Link do zgłaszania chęci zorganizowania paczki znajduje się poniżej.
Paczki można składać do ŚRODY DO 25.03! u członków 
KZA Katolicki Związek Akademicki oraz Wolontariat Misyjny Salvator lub bezpośrednio u: 
Aldona Malinowska: aldoncia3d @ gmail.com
Helena Kmiec: h.a.kmiec @ gmail.com
Rafał Podżorski: rafpod06 @ gmail.com
Paweł Kuś: kpawel2210 @ gmail.com
U tych osób można również uzyskać wszystkie dodatkowe informacje.”

*W adresy mailowe wstawiono spację w celu zapobiegania spamowi.

Dzięki uprzejmości Stanisława Burlikowskiego i rodziny Manaszczuków do brzozdowieckiej galerii trafiają dwie nowe fotografie.

Na pierwszej jest Tadeusz Manaszczuk, ur 3.12.1912 w Brzozdowcach, żołnierz Wojska Polskiego, wzięty do niewoli niemieckiej,pozostał na Zachodzie, skąd w 1950 roku wyemigrował z rodziną do Australii. Brzozdowce,Manaszczuk Tadeusz

Na drugiej, pierwsza z prawej pani Maria z domu Manaszczuk, drugi z prawej jej brat Mieczysław Manaszczuk (dzieci Tadeusza Manaszczuka) oraz rodzina w trakcie pobytu w Brzozdowcach latem 2014 roku.

Brzozdowce,Manaszczuk Mieczysław z rodziną

Na blogu czajkus.com pojawił się interesujący wpis, który poleciła mi jedna z czytelniczek naszej brzozdowieckiej strony. Dotyczy on relacji z wycieczki naukowej do gorzelni w Brzozdowcach, którą odbyli w roku 1910 studenci wydziału chemii technicznej Politechniki Lwowskiej wraz z profesorem Wiktorem Syniewskim.

Za zgodą autora bloga czajkus.com cytuję treść artykułu, który można  przeczytać także w zasobach Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej:

„WYCIECZKA NAUKOWA DO GORZELNI W BRZOZDOWCACH

Jak co roku, tak też i w bieżącym wybrali się słuchacze wydziału chemii technicznej lwowskiej szkoły politechnicznej na jednodniową wycieczkę dla zwiedzenia gorzelni krajowej. Pierwotnie przyrzekł nam prof. Syniewski, że urządzi nam wycieczkę w „50 lat wstecz”, skąd szybko, bo w 3-4 dni przebiegać będziemy dalszych pięć dziesięcioleci; zamierzał po prostu zacząć od zwiedzania jakiejś gorzelni-antyku, o takiem urządzeniu, któregobym dziś przedstawić nie potrafił, bo w podręcznikach gorzelnictwa już dawno nie istnieją, przejść potem gorzelnie coraz to doskonalsze, a skończyć na takiej, która jest ostatnim wyrazem techniki gorzelniczej.

Projektu tego musiano jednak dla pewnych względów zaniechać w tym roku i pozostało zwiedzenie gorzelni możliwie najlepszej. Pewnego pięknego dnia ogłoszono nam marszrutę do Brzozdowiec, a nazajutrz raniutko siedzieliśmy już w pociągu do Stanisławowa, na którym szlaku kolejowym leży stacya Borynicze, obsługująca Brzozdowce.

– Co to za gorzelnia, czy daleko od stacyi, kto jest jej właścicielem, a kto w niej wódkę pędzi? – oto pytania, jakiemy zasypaliśmy profesora, usadowiwszy się w wagonie.

Gorzelnia - pocztówka z Brzozdowiec   – Co za gorzelnia? – zobaczymy, bo i ja jej nie znam, wiem tylko, że ma być niezła; przedsiębiorcę jej – jeżeli już mam mówić językiem ustawy gorzelnianej – dotąd nie znam, lecz nieomylę się, gdy po tem, co w liście do mnie napisał, nazwę go bardzo uprzejmym, który nas rad przyjmie w gorzelni. Wódkę pędzi mój uczeń ze szkoły dublańskiej, jeden z najlepszych naszych młodych gorzelników. – Bylibyśmy jeszcze dalej zasypywali pytaniami profesora, lecz on, widocznie z intencją, skierował rozmowę na sprawy akademickie, poczem pytania ucichły, a rozpoczęła się żywa pogawędka, na której czas zleciał nam jakby biczem trzasł. – Przy zbliżaniu się do Borynicz uśmiechał się profesor pod wąsem, stwierdzając, żeśmy się nie nudzili; podejrzewam go, iż z rozmysłem podsunął nam taki temat do rozmów, który najbardziej rozespanego ożywi i rozbudzi.

Konie rosłe i rącze, wygodne powozy i wózki, powietrze świeże, okolica nieznana, a interesująca, oto przyczyny tego, że nastrój uczestników wycieczki wzniósł się jeszcze wyżej, a wesołość przebijała się w dowcipach, z wozu do wozu podawanych. Tak dojechaliśmy do Brzozdowiec.

– Ależ źle jedziecie, przyjacielu na koźle; do gorzelni skręca się w lewo, jak widzę – rzekłem do naszego woźnicy, gdym zaoczył, że mija dojazd do gorzelni.

– Gorzelnia nie ucieknie, a pan mój kazał mi wieźć panów do dworu. I zawiózł nas tak, jak mu kazano.

Sprawozdanie mam zdawać techniczne, nie mogę przeto odbiegać od mego właściwego tematu, lecz czytelnicy sami dorozumiecie się, że nie tylko dla zaprezentowania nas panu Wiktorowi Korzennemu i jego rodzinie, naszym państwu gospodarstwu, zawiozły nas powozy do dworu. Przyczyny były nie tylko duchowej natury, lecz także czysto fizycznej. Uprzejmy gospodarz kazał nam żartobliwie „posilić się przed pracą”, bo „głodnych nie może puścić – jak mówił – do gorzelni”.

Gorzelnia od frontu

Zaczęło się wreszcie zwiedzanie. Na pierwszy rzut oka już, przed przestąpieniem jeszcze progu gorzelni widzimy, że budowano ją z dobrym namysłem. Budynek jednopiętrowy, wykonany w surowej cegle, czworoboczny, bez wszelkich załamań, z przybudowaną z jednego boku klatką schodową, nadającą widokowi pewne urozmaicenie, a kotłownią z drugiego czyni na przybyszu nader miłe wrażenie. Wrażenie to jest potęgowane widokiem pięciu  olbrzymich okien fabrycznych w frontowej ścianie budynku, po których z góry już spodziewać się można wielkiej ilości światła, tak potrzebnego wewnątrz każdej fabryki, a nie to gorzelni, gdzie czystość jest, jak wiemy obecnie, niezbędnym warunkiem powodzenia roboty.Gorzelnia od podwórza

Wita nas p. Izydor Nussbaum i prowadzi do przybytku, gdzie rezyduje i rozkazuje, i niebawem zaczyna opisywać nam rozkład całego budynku.   Najlepszy opis słowami zastąpi nam jeszcze lepiej plan gorzelni, dlatego podaję go tu czytelnikom na załączonej tablicy. (plan miał być w kolejnym numerze czasopisma, ale nie było – przyp. Ł. Cz.).
Wchodzimy przez sień i rzucamy okiem do kancelaryi po lewej stronie. Jesteśmy zdumieni, jak widocznie też prof. Syniewski, jej miłym wyglądem i urządzeniem. „Wodociągu i porcelanowego zlewy do mycia rąk, tegom jeszcze w kancelaryi galicyjskiej gorzelni nie widział”, odzywa się profesor, kręci głową i wstępujemy na prawo do tzw. izby aparatowej. Izba ta jest charakterystyczną dla gorzelni” wysoka (prawie 7 m), niezbyt szeroka (6 m) i tak długa (16 m), że się w niej szeregiem zmieszczą wszystkie aparaty i maszyny, które gorzelnik ma mieć w swem ręku. Pięć olbrzymich okien (1.80 m szer. i 4.20 m w łuku wys.) oświetla tę salę tak jasno, że najdrobniejszy pył na maszynach i aparatach jest zaraz widoczny i nie może ujść bacznemu oku kierownika, tak, że utrzymanie aparatów w czystości jest wielce ułatwione. Izba fermentacyjna jest bardzo obszerna, posiada ściany pociągnięte farbą, po to, aby je można było zmywać wodą i jest przesklepiona na dźwigarach, podtrzymywanych czterema słupami żelaznymi. Podesty, biegnące wzdłuż kadzi, są żelazne, farbą pociągane. Wszelkie rury do prowadzenia zacieru są miedziane. Obok izby fermentacyjnej znajduje się niemniej obszerna drożdżarnia, mieszcząca obok kadzi drewnianych na drożdże i zbiornika gorącej wody, także małą kadź zacierną dla sporządzania i ukwaszenia zacierku pod drożdże. Wszędzie panuje idealna czystość.

Cały budynek jest podpiwniczony, a cała przestrzeń piwniczna podzielona miedzy słodownię i płuczkarnię ziemniaków, wcale się ze sobą nie komunikujących. Do słodowni schodzi się z sali aparatowej. Na wstępie mamy betonową kadź zalewną, z umieszczonym w niej bębnem do moczenia zboża. Jest to bęben z dziurkowanej blachy żelaznej, osadzonej na wale żelaznym, dającym się obracać ręcznie za pomocą korby. Bęben ten jest zanurzony w wodzie, jaka basen jest wypełniony. Dalsza część słodowni jest przeznaczona na zrostownię właściwą. Okna tego lokalu są zwrócone do południa i dlatego są oszklone żółtemi szybami dla powstrzymania zbyt silnych promieni świetlnych. Posadzka jest cementowa, gładka, a uwagę zwraca zagłębiony, wąski kanał-ścieżka, biegnący wzdłuż ścian naokoło całego lokalu. Przy zmywaniu posadzki wodą gromadzi się w tem zagłębieniu i ścieka dalej tak, że nie ma obawy, aby pod grzędy słodu podciekała.

Do płuczkarni wchodzimy z kotłowni. Ziemniaki dostarcza się do tego lokalu przez środkowe okno piwniczne w frontowej ścianie budynku. Zanim dostaną się do wnętrza, muszą potoczyć się po mostku-rafie, umieszczonym nad kanałem gorzelnianym, biegnącym wzdłuż tej ściany gorzelni. Grube zanieczyszczenia, jak błoto i piasek spadają do tego kanału, skąd je woda, ciągle tam płynąca, zabiera dalej. Wewnątrz płuczkarni jest umieszczona płuczka pod środkową ścianą budynku. Płuczka ta, ulepszona specjalnie przez p. Nussbauma, składa się właściwie z dwóch części: z części pierwszej, do której robotnik wrzuca ziemniaki, którą można by nazwać przepłuczką i drugiej, płuczki właściwej. Częśc pierwsza składa się z żelaznej skrzyni o podwójnym dnie. W dnie fałszywem z dziurkowanej blachy znajduje się pośrodku wgłębiona rynna z umieszczoną w niej ślimacznicą. Skrzynia ta jest podczas ruchu wypełniona wodą, przedostającą się z właściwej płuczki. W naszych oczach domieszano do ziemniaków bardzo obficie mierzwy słomianej i takie ziemniaki wrzucono do płuczki. Ziemniaki opadły na dno: między zwoje ślimacznicy, zaś słoma spłynęła na wierzch i została wyniesiona wodą na zewnątrz przez szeroki przelew. Tak od słomy oddzielone ziemniaki posuwa ślimacznica ku właściwej płuczce i tamtędy dostają się one przez wspólny otwór w ścianie płuczki.

Wnętrze gorzelni w BrzozdowcachTu płuczą się one do reszty w sposób znany, aby elewatorem dostać się na strych budynku do ustawionej tam wagi.   Z wyjątkiem górnej części elewatora i wagi, oraz zbiornika na wodę nie ma na strychu żadnej części
aparatu. Tak parnik, jak i deflegmator mieszczą się jeszcze wewnątrz wysokiej izby aparatowej. Kocioł jest urządzony do opalania ropą.

W gorzelni zwraca jeszcze uwagę krótka transmisya i znakomita wprost izolacja rur i wszelkich aparatów, w których wnętrzu krąży para lub znajduje się gorąca woda. Jest to już wyłączna zasługa p. Nussbauma, który izolacye sam niemal własnoręcznie wykonał.

Gorzelnia wyrabia 7 hl. spirytusu dziennie i w tym celu jest co dzień przez 6 godzin w ruchu, a do obsługi wymaga zaledwie 4 robotników. – Tem istotnie, jak się dowiadujemy z ust profesora, zdobywa ta gorzelnia rekord co do minimum czasu ruchu i minimum sił roboczych. W innych warunkach byłoby to niemożliwe. Tu jednak wszystko jest tak dostosowane i należycie rozmieszczone, że istotnie stało się możliwem zejść do powyżej przytoczonego minimum. Prawda, że uwaga gorzelnika musi być w ciągu tych sześciu godzin niezwykle naprężona.

Gorzelnia ta, własność Fundacyi hr. Skarbka została zbudowana w roku 1908 dla wyrobu 1231 hl. kontyngentu, a urządzenie ulepszono jeszcze pod wielu względami w roku ubiegłym.

Mało jest chyba w naszym kraju tak pięknie i tak celowo urządzonych gorzelń jak brzozdowiecka. Że taka jest, należy przypisać wielce szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie tylko tej, że stawiała ją Fundacya, którą stać na dobrze urządzoną gorzelnię, lecz także i tej, że współdziałały tu trzy osoby z zupełnem zrozumieniem rzeczy i wyrozumieniem dla siebie, mianowicie dzierżawca Brzozdowiec, p. W. Korzenny, budowniczy Fundacyi, p. Tabaczyński i kierownik przyszłej gorzelni, p. I. Nussbaum. Niemniej zasługuje tu na uwagę dobra chęć fabryki maszyn ks. Lubomirskiego we Lwowie, która dostarczała tu wszystkie aparaty i temi się tu wielce chlubnie popisała.”

Fotografie, poza pocztówką z moich zasobów, pochodzą również ze strony czajkus.com.

Również doroczne święto 3 Maja było szczególnie podniośle obchodzone. Organizacje i młodzież szkolna przybyły zbiorowo na uroczystą Mszę św. „Boże coś Polskę” popłynęło pod sklepienia świątyni potężnie a zarazem błagalnie. Potem defilada przed przedstawicielami miejscowych władz na tle budynku szkolnego. W najbliższą niedzielę uroczystości 3 Maja odbywały się w Boryniczach i w Ostrowie Czarnym, wioskach należących do parafii brzozdowieckiej. W uroczystości w Boryniczach wziął udział starosta powiatowy Kirschner a także właściciel Borynicz hr. Ludwik Mycielski z małżonką. Po Mszy św. w kaplicy wyruszył pochód do domu ludowego, gdzie po części oficjalnej odbył się występ „Teatru Ludowego „KSM” / Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej/. Tańce ludowe, pieśni, inscenizacje tak się podobały, że wzbudziły zachwyt u publiczności a kierownik zespołu, prezes KSMM Jan Burlikowski otrzymał serdeczne gratulacje starosty i właściciela Borynicz hr. Mycielskiego. Podobne gratulacje otrzymała reżyserka a zarazem choreografka p. Stefania Marciniakowa.

Jeden z występów brzozdowieckiego zespołu

Brzozdowiecki zespół teatralny w strojach ludowych. Pierwsza z prawej w górnym rzędzie Jadwiga Freidenberg (zam. Lindmajer). W I rzędzie druga z lewej Zofia Berezowska (zam. Kordal), czwarta z lewej Helena Suchorowska (zam. Kanas),piąty z lewej Stanisław Suchorowski (Rosio);
II rząd: pierwszy z lewej Karol Suchorowski (mąż Stanisławy Dąbrowskiej). W ostatnim rzędzie pośrodku Kazimierz Kordal (mąż Zofii Berezowskiej). W ostatnim rzędzie trzecia od lewej strony Bronisława Mendocha, następna osoba to Stefania Kryza (zam. Dąbrowska).

Jeszcze w tym samym dniu zespół udał się do Ostrowa, gdzie dał drugi występ dla tam. ludności polskiej. Był tam też gorąco oklaskiwany.

Te uroczystości a także występy pięknego zespołu były bardzo krzepiące dla miejscowej ludności polskiej.

Brzozdowiecki zespół teatralnyJedna z inscenizacji zespołu z Brzozdowiec. Przy stole Zygmunt Berezowski i Jadwiga Freidenberg w jasnej peruce.

  W czerwcu zespół udał się do innej miejscowości w tej parafii a mianowicie do Rudy. Tam na wolnym powietrzu dał pokaz tańców i inscenizacji ludowych. Polska ludność Rudy zgotowała młodzieży bardzo gorące przyjęcie.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski w maju 2014 roku

Tekst ten ukazał się drukiem w książce Moje miasteczko Brzozdowce. Krótka historia Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzozdowcach w Archidiecezji Lwowskiej spisana przez Jana Burlikowskiego, pod red. ks. Rafała Brzuchańskiego, Wyd. „Czuwajmy” Kraków 2003, s. 59-60.

Już na trzy niedziele przed Popielcem, Kościół zapowiadał zbliżanie się Wielkiego Postu. Wskazywały na to szaty liturgiczne koloru fioletowego. Pierwsza niedziela nazywała się Starozapustna, druga Mięsopustna, trzecia Zapustna.

Zapusty trwały czasem i trzy dni. W niedzielę, poniedziałek i wtorek różne organizacje społeczne organizowały huczne zabawy taneczne w domu Towarzystwa Szkoły Ludowej. Ostatnia zabawa nazywała się „śledziówka”. We wtorek o godzinie 12 w nocy rozlegał się głos wielkiego dzwonu. Na ten znak wszelkie zabawy tak w domu ludowym jak i prywatki ustawały. Kończono je chóralnym śpiewem „Któryś za nas cierpiał rany”.

W środę popielcową rano o godz. 8-mej po mszy św., następował obrzęd posypania głów wiernych popiołem. Uczestniczyła także młodzież, która tak chętnie i ochoczo brała udział w „śledziówce”.

W Brzozdowcach, chociaż przed wojną przepisy postne zostały złagodzone, istniały tradycje dawnych, bardzo ostrych postów. Starsi ludzie opowiadali jak to dawniej jedyną dopuszczalną omastą był olej konopny. W tym czasie wszystkie trzy olejarnie miały wiele pracy. Jedna była własnością rodziny Suchorowskich „Na Błoniu”, druga żydowska w mieście i trzecia też rodziny Suchorowskich w Hrankach. W zasadzie nie jadano mięsa oczywiście w piątki ale także w środy i soboty. Zachowanie tego postu od mięsa nie było zresztą zbyt trudne, bo i tak kto w tych czasach na wsi czy w miasteczku jadał mięso? Chyba w wielkie święta czy w najlepszym wypadku w niedziele. W niektóre dni Wielkiego Postu wstrzymywano się także od spożywania jaj i nabiału. Niektórzy w Wielki Piątek wstrzymywali się od jedzenia cały dzień. Tak ostre posty istniały już tylko we wspomnieniach starszych ludzi ale wstrzemięźliwość od mięsa była skrupulatnie przestrzegana.

Kolejne niedziele Wielkiego Postu nazywały się: pierwsza – Wstępna, druga – Sucha, trzecia – Głucha, czwarta – Środopostna, piąta – Czarna, szósta – Palmowa.

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej odbywało się w piątki Wielkiego Postu, rano po mszy św. Wierni chodzili pod przewodem księdza od stacji do stacji.Wnętrze kościoła w Brzozdowcach

Przy tłumnym udziale wiernych odbywało się przepiękne, jedynie w Polsce odprawiane nabożeństwo – Gorzkie Żale. Dawniej śpiewano wszystkie trzy części co łącznie z długim kazaniem pasyjnym trwało do trzech godzin. Ostatni proboszcz ks. Kaspruk zarządził jednak aby śpiewano tylko jedną część. A śpiewano w Brzozdowcach przepięknie, jedną zwrotkę mężczyźni a jedną kobiety, na przemian. Wspaniale, jak zwykle, prowadził chóralny śpiew całego kościoła brzozdowiecki organista Romuald Kordal. Ludzie obcy przybyli do brzozdowieckiego kościoła, wychodzili zeń urzeczeni wprost tym śpiewem. Dodać tu należy, że oprócz suplikacji Święty Boże śpiewano jeszcze pieśń przebłagalną „Przed oczy Twoje Panie”.

W czasie tego nabożeństwa na ołtarzyku w prezbiterium stał relikwiarz Krzyża Świętego, który kapłan po zakończeniu Gorzkich Żali podawał wiernym do ucałowania.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski, w kwietniu 2014 roku

W galerii 1a – zbiorze przedwojennych zdjęć brzozdowieckich przybyła nowa fotografia z archiwów Jana Śliwaka przedstawiająca Franciszka i Antoninę (z domu Prociów) Śliwaków.

Franciszek i Antonina Śliwak (Prociów)

Jest to zdjęcie ślubne, prawdopodobnie z 1922 roku. Może ktoś z czytelników rozpoznaje tę parę z innych fotografii?

Dzięki uprzejmości Stanisława Burlikowskiego publikuję treść i skan listu z 22 lipca 1946 roku, którego nadawcą był ksiądz Michał Kaspruk, a odbiorcą Jan Burlikowski.

W odczytaniu listu pomogli m.in.: Pan Jan Śliwak wraz z córką, za co serdecznie dziękuję.

List opisuje losy społeczności brzozdowieckiej na Pomorzu Zachodnim. Pisownia oryginalna.

List ks. Kaspruka 1 str.

List ks. Kaspruka 2 str

Kochany Janku!

Na list z 20/5/46 odpisuję dopiero dziś, a to dlatego, że prędzej nie mogłem, gdyż szkoła powszechna i gimnazjum zabierały mi cały tydzień, a do tego parafia obszerna, ogromna, bo pomyśl, powiat ma 1130 km2 i na to 2 księży, ja w Kamieniu i o 22 Klm ode mnie w Golczewie drugi – ja oprócz Katedry w Kamieniu obsługuję 3 Kościoły, a przed 28/7 będzie czwarty a od 4/8 piąty, 25 Klm ode mnie, który w tym dniu poświęcę – w życiu tak ciężko nie pracowałem – czekam na ks. Kozłowskiego i jakoś go nie widać.

Kamień jest to miasto powiatowe nad Zatoką bałtycką – położone pięknie – miasto w 65 % w gruzach – stoi tu 39 pułk piechoty, jest gimnazjum, liceum i szkoła VII klasowa pow. Katedra biskupia mała (?), znacznie zniszczona jest to zabytek z czasów Piasta z roku 1174 – piękna budowla – widzieli ją Antek Hodowany, Staszek, Mundek i Józ. Berezowscy, którzy tu byli w maju. U mnie mieszka Fr. Berezowski z pod Kościoła – na przedmieściu mieszka Feliks Kłosowski – w Trzebieszewie 6 Klm stąd jest kilkanaście naszych rodzin, a to: Koty, Kostuch  Tad. (?) Ciura, Mentełyk (?), Horyń, Gust. Slusarze(?), Piątkowski Bronisł., Szymański Miśko z matką, Berezowski i inni – w Chrząstowie Palińscy. Ci należą do mojej parafii – w Niemicy par. Golczewo są obaj Oleśkowie, Fr. Wewiórski, Kaz. Berezowski Kowal, Fr. i Jan Śliwaki, Bereżyński, Manaszczuk z Helką Mroczkowską i inni. W Goliszewie, Józ. Wereszczyński, Józef Suchorowski, Kania(?) ….. z ojcem i braćmi – w Braterskiej Woli mój Błażko, który jest tam sołtysem, Stach Kawecki, ….szczenko, Guga – ot rozbitki – tu umarł stary Piątkowski – reszta się trzyma – ze Slązka pisał do mnie Antek Jaworski, z Gożowa Tad. Gołębiowski, co z innymi się dzieje nie wiem – Com przeżył od X/45 to Bogu wiadomo – ale o tem kiedyś pogadamy – jak masz ochotę przyjedź w odwiedziny – tylko z góry zaznaczam że do kolei 22 Klm. Jak Ci się powodzi, a Kasia czy zdrowa – a jak rodzicom idzie i innym. Na tem kończę – pozdrów znajomych – ja codziennie modlę się za swoich parafian przed cudownym Obrazem, który umieściłem w Katedrze – Całuję Was serdecznie,

                                                                             Ks. M. Kaspruk, Kamień 22/7/46

W liście wymienieni są, m.in. trzej bracia Berezowscy: Józef (1906-1956), Zygmunt (1914-1998) i Stanisław (1922-2007), którzy po wojnie mieszkali w Tarnowie wraz z rodzinami. Józef Berezowski był kolejarzem, podróżował wiele po Polsce, odwiedzając rozproszonych krewnych i znajomych z Brzozdowiec.

Ksiądz Michał Kaspruk pisał także wcześniej wspomnienia, które dotyczyły jego doświadczeń w czasie I wojny światowej, gdy przebywał w Lubaczowie. Można je przeczytać tutaj.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 45 obserwujących.

%d bloggers like this: