Na blogu czajkus.com pojawił się interesujący wpis, który poleciła mi jedna z czytelniczek naszej brzozdowieckiej strony. Dotyczy on relacji z wycieczki naukowej do gorzelni w Brzozdowcach, którą odbyli w roku 1910 studenci wydziału chemii technicznej Politechniki Lwowskiej wraz z profesorem Wiktorem Syniewskim.

Za zgodą autora bloga czajkus.com cytuję treść artykułu, który można  przeczytać także w zasobach Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej:

„WYCIECZKA NAUKOWA DO GORZELNI W BRZOZDOWCACH

Jak co roku, tak też i w bieżącym wybrali się słuchacze wydziału chemii technicznej lwowskiej szkoły politechnicznej na jednodniową wycieczkę dla zwiedzenia gorzelni krajowej. Pierwotnie przyrzekł nam prof. Syniewski, że urządzi nam wycieczkę w „50 lat wstecz”, skąd szybko, bo w 3-4 dni przebiegać będziemy dalszych pięć dziesięcioleci; zamierzał po prostu zacząć od zwiedzania jakiejś gorzelni-antyku, o takiem urządzeniu, któregobym dziś przedstawić nie potrafił, bo w podręcznikach gorzelnictwa już dawno nie istnieją, przejść potem gorzelnie coraz to doskonalsze, a skończyć na takiej, która jest ostatnim wyrazem techniki gorzelniczej.

Projektu tego musiano jednak dla pewnych względów zaniechać w tym roku i pozostało zwiedzenie gorzelni możliwie najlepszej. Pewnego pięknego dnia ogłoszono nam marszrutę do Brzozdowiec, a nazajutrz raniutko siedzieliśmy już w pociągu do Stanisławowa, na którym szlaku kolejowym leży stacya Borynicze, obsługująca Brzozdowce.

– Co to za gorzelnia, czy daleko od stacyi, kto jest jej właścicielem, a kto w niej wódkę pędzi? – oto pytania, jakiemy zasypaliśmy profesora, usadowiwszy się w wagonie.

Gorzelnia - pocztówka z Brzozdowiec   – Co za gorzelnia? – zobaczymy, bo i ja jej nie znam, wiem tylko, że ma być niezła; przedsiębiorcę jej – jeżeli już mam mówić językiem ustawy gorzelnianej – dotąd nie znam, lecz nieomylę się, gdy po tem, co w liście do mnie napisał, nazwę go bardzo uprzejmym, który nas rad przyjmie w gorzelni. Wódkę pędzi mój uczeń ze szkoły dublańskiej, jeden z najlepszych naszych młodych gorzelników. – Bylibyśmy jeszcze dalej zasypywali pytaniami profesora, lecz on, widocznie z intencją, skierował rozmowę na sprawy akademickie, poczem pytania ucichły, a rozpoczęła się żywa pogawędka, na której czas zleciał nam jakby biczem trzasł. – Przy zbliżaniu się do Borynicz uśmiechał się profesor pod wąsem, stwierdzając, żeśmy się nie nudzili; podejrzewam go, iż z rozmysłem podsunął nam taki temat do rozmów, który najbardziej rozespanego ożywi i rozbudzi.

Konie rosłe i rącze, wygodne powozy i wózki, powietrze świeże, okolica nieznana, a interesująca, oto przyczyny tego, że nastrój uczestników wycieczki wzniósł się jeszcze wyżej, a wesołość przebijała się w dowcipach, z wozu do wozu podawanych. Tak dojechaliśmy do Brzozdowiec.

– Ależ źle jedziecie, przyjacielu na koźle; do gorzelni skręca się w lewo, jak widzę – rzekłem do naszego woźnicy, gdym zaoczył, że mija dojazd do gorzelni.

– Gorzelnia nie ucieknie, a pan mój kazał mi wieźć panów do dworu. I zawiózł nas tak, jak mu kazano.

Sprawozdanie mam zdawać techniczne, nie mogę przeto odbiegać od mego właściwego tematu, lecz czytelnicy sami dorozumiecie się, że nie tylko dla zaprezentowania nas panu Wiktorowi Korzennemu i jego rodzinie, naszym państwu gospodarstwu, zawiozły nas powozy do dworu. Przyczyny były nie tylko duchowej natury, lecz także czysto fizycznej. Uprzejmy gospodarz kazał nam żartobliwie „posilić się przed pracą”, bo „głodnych nie może puścić – jak mówił – do gorzelni”.

Gorzelnia od frontu

Zaczęło się wreszcie zwiedzanie. Na pierwszy rzut oka już, przed przestąpieniem jeszcze progu gorzelni widzimy, że budowano ją z dobrym namysłem. Budynek jednopiętrowy, wykonany w surowej cegle, czworoboczny, bez wszelkich załamań, z przybudowaną z jednego boku klatką schodową, nadającą widokowi pewne urozmaicenie, a kotłownią z drugiego czyni na przybyszu nader miłe wrażenie. Wrażenie to jest potęgowane widokiem pięciu  olbrzymich okien fabrycznych w frontowej ścianie budynku, po których z góry już spodziewać się można wielkiej ilości światła, tak potrzebnego wewnątrz każdej fabryki, a nie to gorzelni, gdzie czystość jest, jak wiemy obecnie, niezbędnym warunkiem powodzenia roboty.Gorzelnia od podwórza

Wita nas p. Izydor Nussbaum i prowadzi do przybytku, gdzie rezyduje i rozkazuje, i niebawem zaczyna opisywać nam rozkład całego budynku.   Najlepszy opis słowami zastąpi nam jeszcze lepiej plan gorzelni, dlatego podaję go tu czytelnikom na załączonej tablicy. (plan miał być w kolejnym numerze czasopisma, ale nie było – przyp. Ł. Cz.).
Wchodzimy przez sień i rzucamy okiem do kancelaryi po lewej stronie. Jesteśmy zdumieni, jak widocznie też prof. Syniewski, jej miłym wyglądem i urządzeniem. „Wodociągu i porcelanowego zlewy do mycia rąk, tegom jeszcze w kancelaryi galicyjskiej gorzelni nie widział”, odzywa się profesor, kręci głową i wstępujemy na prawo do tzw. izby aparatowej. Izba ta jest charakterystyczną dla gorzelni” wysoka (prawie 7 m), niezbyt szeroka (6 m) i tak długa (16 m), że się w niej szeregiem zmieszczą wszystkie aparaty i maszyny, które gorzelnik ma mieć w swem ręku. Pięć olbrzymich okien (1.80 m szer. i 4.20 m w łuku wys.) oświetla tę salę tak jasno, że najdrobniejszy pył na maszynach i aparatach jest zaraz widoczny i nie może ujść bacznemu oku kierownika, tak, że utrzymanie aparatów w czystości jest wielce ułatwione. Izba fermentacyjna jest bardzo obszerna, posiada ściany pociągnięte farbą, po to, aby je można było zmywać wodą i jest przesklepiona na dźwigarach, podtrzymywanych czterema słupami żelaznymi. Podesty, biegnące wzdłuż kadzi, są żelazne, farbą pociągane. Wszelkie rury do prowadzenia zacieru są miedziane. Obok izby fermentacyjnej znajduje się niemniej obszerna drożdżarnia, mieszcząca obok kadzi drewnianych na drożdże i zbiornika gorącej wody, także małą kadź zacierną dla sporządzania i ukwaszenia zacierku pod drożdże. Wszędzie panuje idealna czystość.

Cały budynek jest podpiwniczony, a cała przestrzeń piwniczna podzielona miedzy słodownię i płuczkarnię ziemniaków, wcale się ze sobą nie komunikujących. Do słodowni schodzi się z sali aparatowej. Na wstępie mamy betonową kadź zalewną, z umieszczonym w niej bębnem do moczenia zboża. Jest to bęben z dziurkowanej blachy żelaznej, osadzonej na wale żelaznym, dającym się obracać ręcznie za pomocą korby. Bęben ten jest zanurzony w wodzie, jaka basen jest wypełniony. Dalsza część słodowni jest przeznaczona na zrostownię właściwą. Okna tego lokalu są zwrócone do południa i dlatego są oszklone żółtemi szybami dla powstrzymania zbyt silnych promieni świetlnych. Posadzka jest cementowa, gładka, a uwagę zwraca zagłębiony, wąski kanał-ścieżka, biegnący wzdłuż ścian naokoło całego lokalu. Przy zmywaniu posadzki wodą gromadzi się w tem zagłębieniu i ścieka dalej tak, że nie ma obawy, aby pod grzędy słodu podciekała.

Do płuczkarni wchodzimy z kotłowni. Ziemniaki dostarcza się do tego lokalu przez środkowe okno piwniczne w frontowej ścianie budynku. Zanim dostaną się do wnętrza, muszą potoczyć się po mostku-rafie, umieszczonym nad kanałem gorzelnianym, biegnącym wzdłuż tej ściany gorzelni. Grube zanieczyszczenia, jak błoto i piasek spadają do tego kanału, skąd je woda, ciągle tam płynąca, zabiera dalej. Wewnątrz płuczkarni jest umieszczona płuczka pod środkową ścianą budynku. Płuczka ta, ulepszona specjalnie przez p. Nussbauma, składa się właściwie z dwóch części: z części pierwszej, do której robotnik wrzuca ziemniaki, którą można by nazwać przepłuczką i drugiej, płuczki właściwej. Częśc pierwsza składa się z żelaznej skrzyni o podwójnym dnie. W dnie fałszywem z dziurkowanej blachy znajduje się pośrodku wgłębiona rynna z umieszczoną w niej ślimacznicą. Skrzynia ta jest podczas ruchu wypełniona wodą, przedostającą się z właściwej płuczki. W naszych oczach domieszano do ziemniaków bardzo obficie mierzwy słomianej i takie ziemniaki wrzucono do płuczki. Ziemniaki opadły na dno: między zwoje ślimacznicy, zaś słoma spłynęła na wierzch i została wyniesiona wodą na zewnątrz przez szeroki przelew. Tak od słomy oddzielone ziemniaki posuwa ślimacznica ku właściwej płuczce i tamtędy dostają się one przez wspólny otwór w ścianie płuczki.

Wnętrze gorzelni w BrzozdowcachTu płuczą się one do reszty w sposób znany, aby elewatorem dostać się na strych budynku do ustawionej tam wagi.   Z wyjątkiem górnej części elewatora i wagi, oraz zbiornika na wodę nie ma na strychu żadnej części
aparatu. Tak parnik, jak i deflegmator mieszczą się jeszcze wewnątrz wysokiej izby aparatowej. Kocioł jest urządzony do opalania ropą.

W gorzelni zwraca jeszcze uwagę krótka transmisya i znakomita wprost izolacja rur i wszelkich aparatów, w których wnętrzu krąży para lub znajduje się gorąca woda. Jest to już wyłączna zasługa p. Nussbauma, który izolacye sam niemal własnoręcznie wykonał.

Gorzelnia wyrabia 7 hl. spirytusu dziennie i w tym celu jest co dzień przez 6 godzin w ruchu, a do obsługi wymaga zaledwie 4 robotników. – Tem istotnie, jak się dowiadujemy z ust profesora, zdobywa ta gorzelnia rekord co do minimum czasu ruchu i minimum sił roboczych. W innych warunkach byłoby to niemożliwe. Tu jednak wszystko jest tak dostosowane i należycie rozmieszczone, że istotnie stało się możliwem zejść do powyżej przytoczonego minimum. Prawda, że uwaga gorzelnika musi być w ciągu tych sześciu godzin niezwykle naprężona.

Gorzelnia ta, własność Fundacyi hr. Skarbka została zbudowana w roku 1908 dla wyrobu 1231 hl. kontyngentu, a urządzenie ulepszono jeszcze pod wielu względami w roku ubiegłym.

Mało jest chyba w naszym kraju tak pięknie i tak celowo urządzonych gorzelń jak brzozdowiecka. Że taka jest, należy przypisać wielce szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie tylko tej, że stawiała ją Fundacya, którą stać na dobrze urządzoną gorzelnię, lecz także i tej, że współdziałały tu trzy osoby z zupełnem zrozumieniem rzeczy i wyrozumieniem dla siebie, mianowicie dzierżawca Brzozdowiec, p. W. Korzenny, budowniczy Fundacyi, p. Tabaczyński i kierownik przyszłej gorzelni, p. I. Nussbaum. Niemniej zasługuje tu na uwagę dobra chęć fabryki maszyn ks. Lubomirskiego we Lwowie, która dostarczała tu wszystkie aparaty i temi się tu wielce chlubnie popisała.”

Fotografie, poza pocztówką z moich zasobów, pochodzą również ze strony czajkus.com.

Również doroczne święto 3 Maja było szczególnie podniośle obchodzone. Organizacje i młodzież szkolna przybyły zbiorowo na uroczystą Mszę św. „Boże coś Polskę” popłynęło pod sklepienia świątyni potężnie a zarazem błagalnie. Potem defilada przed przedstawicielami miejscowych władz na tle budynku szkolnego. W najbliższą niedzielę uroczystości 3 Maja odbywały się w Boryniczach i w Ostrowie Czarnym, wioskach należących do parafii brzozdowieckiej. W uroczystości w Boryniczach wziął udział starosta powiatowy Kirschner a także właściciel Borynicz hr. Ludwik Mycielski z małżonką. Po Mszy św. w kaplicy wyruszył pochód do domu ludowego, gdzie po części oficjalnej odbył się występ „Teatru Ludowego „KSM” / Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Żeńskiej/. Tańce ludowe, pieśni, inscenizacje tak się podobały, że wzbudziły zachwyt u publiczności a kierownik zespołu, prezes KSMM Jan Burlikowski otrzymał serdeczne gratulacje starosty i właściciela Borynicz hr. Mycielskiego. Podobne gratulacje otrzymała reżyserka a zarazem choreografka p. Stefania Marciniakowa.

Jeden z występów brzozdowieckiego zespołu

Brzozdowiecki zespół teatralny w strojach ludowych. Pierwsza z prawej w górnym rzędzie Jadwiga Freidenberg (zam. Lindmajer). W I rzędzie druga z lewej Zofia Berezowska (zam. Kordal), czwarta z lewej Helena Suchorowska (zam. Kanas),piąty z lewej Stanisław Suchorowski (Rosio);
II rząd: pierwszy z lewej Karol Suchorowski (mąż Stanisławy Dąbrowskiej). W ostatnim rzędzie pośrodku Kazimierz Kordal (mąż Zofii Berezowskiej). W ostatnim rzędzie trzecia od lewej strony Bronisława Mendocha, następna osoba to Stefania Kryza (zam. Dąbrowska).

Jeszcze w tym samym dniu zespół udał się do Ostrowa, gdzie dał drugi występ dla tam. ludności polskiej. Był tam też gorąco oklaskiwany.

Te uroczystości a także występy pięknego zespołu były bardzo krzepiące dla miejscowej ludności polskiej.

Brzozdowiecki zespół teatralnyJedna z inscenizacji zespołu z Brzozdowiec. Przy stole Zygmunt Berezowski i Jadwiga Freidenberg w jasnej peruce.

  W czerwcu zespół udał się do innej miejscowości w tej parafii a mianowicie do Rudy. Tam na wolnym powietrzu dał pokaz tańców i inscenizacji ludowych. Polska ludność Rudy zgotowała młodzieży bardzo gorące przyjęcie.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski w maju 2014 roku

Tekst ten ukazał się drukiem w książce Moje miasteczko Brzozdowce. Krótka historia Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzozdowcach w Archidiecezji Lwowskiej spisana przez Jana Burlikowskiego, pod red. ks. Rafała Brzuchańskiego, Wyd. „Czuwajmy” Kraków 2003, s. 59-60.

Już na trzy niedziele przed Popielcem, Kościół zapowiadał zbliżanie się Wielkiego Postu. Wskazywały na to szaty liturgiczne koloru fioletowego. Pierwsza niedziela nazywała się Starozapustna, druga Mięsopustna, trzecia Zapustna.

Zapusty trwały czasem i trzy dni. W niedzielę, poniedziałek i wtorek różne organizacje społeczne organizowały huczne zabawy taneczne w domu Towarzystwa Szkoły Ludowej. Ostatnia zabawa nazywała się „śledziówka”. We wtorek o godzinie 12 w nocy rozlegał się głos wielkiego dzwonu. Na ten znak wszelkie zabawy tak w domu ludowym jak i prywatki ustawały. Kończono je chóralnym śpiewem „Któryś za nas cierpiał rany”.

W środę popielcową rano o godz. 8-mej po mszy św., następował obrzęd posypania głów wiernych popiołem. Uczestniczyła także młodzież, która tak chętnie i ochoczo brała udział w „śledziówce”.

W Brzozdowcach, chociaż przed wojną przepisy postne zostały złagodzone, istniały tradycje dawnych, bardzo ostrych postów. Starsi ludzie opowiadali jak to dawniej jedyną dopuszczalną omastą był olej konopny. W tym czasie wszystkie trzy olejarnie miały wiele pracy. Jedna była własnością rodziny Suchorowskich „Na Błoniu”, druga żydowska w mieście i trzecia też rodziny Suchorowskich w Hrankach. W zasadzie nie jadano mięsa oczywiście w piątki ale także w środy i soboty. Zachowanie tego postu od mięsa nie było zresztą zbyt trudne, bo i tak kto w tych czasach na wsi czy w miasteczku jadał mięso? Chyba w wielkie święta czy w najlepszym wypadku w niedziele. W niektóre dni Wielkiego Postu wstrzymywano się także od spożywania jaj i nabiału. Niektórzy w Wielki Piątek wstrzymywali się od jedzenia cały dzień. Tak ostre posty istniały już tylko we wspomnieniach starszych ludzi ale wstrzemięźliwość od mięsa była skrupulatnie przestrzegana.

Kolejne niedziele Wielkiego Postu nazywały się: pierwsza – Wstępna, druga – Sucha, trzecia – Głucha, czwarta – Środopostna, piąta – Czarna, szósta – Palmowa.

Nabożeństwo Drogi Krzyżowej odbywało się w piątki Wielkiego Postu, rano po mszy św. Wierni chodzili pod przewodem księdza od stacji do stacji.Wnętrze kościoła w Brzozdowcach

Przy tłumnym udziale wiernych odbywało się przepiękne, jedynie w Polsce odprawiane nabożeństwo – Gorzkie Żale. Dawniej śpiewano wszystkie trzy części co łącznie z długim kazaniem pasyjnym trwało do trzech godzin. Ostatni proboszcz ks. Kaspruk zarządził jednak aby śpiewano tylko jedną część. A śpiewano w Brzozdowcach przepięknie, jedną zwrotkę mężczyźni a jedną kobiety, na przemian. Wspaniale, jak zwykle, prowadził chóralny śpiew całego kościoła brzozdowiecki organista Romuald Kordal. Ludzie obcy przybyli do brzozdowieckiego kościoła, wychodzili zeń urzeczeni wprost tym śpiewem. Dodać tu należy, że oprócz suplikacji Święty Boże śpiewano jeszcze pieśń przebłagalną „Przed oczy Twoje Panie”.

W czasie tego nabożeństwa na ołtarzyku w prezbiterium stał relikwiarz Krzyża Świętego, który kapłan po zakończeniu Gorzkich Żali podawał wiernym do ucałowania.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski, w kwietniu 2014 roku

W galerii 1a – zbiorze przedwojennych zdjęć brzozdowieckich przybyła nowa fotografia z archiwów Jana Śliwaka przedstawiająca Franciszka i Antoninę (z domu Prociów) Śliwaków.

Franciszek i Antonina Śliwak (Prociów)

Jest to zdjęcie ślubne, prawdopodobnie z 1922 roku. Może ktoś z czytelników rozpoznaje tę parę z innych fotografii?

Dzięki uprzejmości Stanisława Burlikowskiego publikuję treść i skan listu z 22 lipca 1946 roku, którego nadawcą był ksiądz Michał Kaspruk, a odbiorcą Jan Burlikowski.

W odczytaniu listu pomogli m.in.: Pan Jan Śliwak wraz z córką, za co serdecznie dziękuję.

List opisuje losy społeczności brzozdowieckiej na Pomorzu Zachodnim. Pisownia oryginalna.

List ks. Kaspruka 1 str.

List ks. Kaspruka 2 str

Kochany Janku!

Na list z 20/5/46 odpisuję dopiero dziś, a to dlatego, że prędzej nie mogłem, gdyż szkoła powszechna i gimnazjum zabierały mi cały tydzień, a do tego parafia obszerna, ogromna, bo pomyśl, powiat ma 1130 km2 i na to 2 księży, ja w Kamieniu i o 22 Klm ode mnie w Golczewie drugi – ja oprócz Katedry w Kamieniu obsługuję 3 Kościoły, a przed 28/7 będzie czwarty a od 4/8 piąty, 25 Klm ode mnie, który w tym dniu poświęcę – w życiu tak ciężko nie pracowałem – czekam na ks. Kozłowskiego i jakoś go nie widać.

Kamień jest to miasto powiatowe nad Zatoką bałtycką – położone pięknie – miasto w 65 % w gruzach – stoi tu 39 pułk piechoty, jest gimnazjum, liceum i szkoła VII klasowa pow. Katedra biskupia mała (?), znacznie zniszczona jest to zabytek z czasów Piasta z roku 1174 – piękna budowla – widzieli ją Antek Hodowany, Staszek, Mundek i Józ. Berezowscy, którzy tu byli w maju. U mnie mieszka Fr. Berezowski z pod Kościoła – na przedmieściu mieszka Feliks Kłosowski – w Trzebieszewie 6 Klm stąd jest kilkanaście naszych rodzin, a to: Koty, Kostuch  Tad. (?) Ciura, Mentełyk (?), Horyń, Gust. Slusarze(?), Piątkowski Bronisł., Szymański Miśko z matką, Berezowski i inni – w Chrząstowie Palińscy. Ci należą do mojej parafii – w Niemicy par. Golczewo są obaj Oleśkowie, Fr. Wewiórski, Kaz. Berezowski Kowal, Fr. i Jan Śliwaki, Bereżyński, Manaszczuk z Helką Mroczkowską i inni. W Goliszewie, Józ. Wereszczyński, Józef Suchorowski, Kania(?) ….. z ojcem i braćmi – w Braterskiej Woli mój Błażko, który jest tam sołtysem, Stach Kawecki, ….szczenko, Guga – ot rozbitki – tu umarł stary Piątkowski – reszta się trzyma – ze Slązka pisał do mnie Antek Jaworski, z Gożowa Tad. Gołębiowski, co z innymi się dzieje nie wiem – Com przeżył od X/45 to Bogu wiadomo – ale o tem kiedyś pogadamy – jak masz ochotę przyjedź w odwiedziny – tylko z góry zaznaczam że do kolei 22 Klm. Jak Ci się powodzi, a Kasia czy zdrowa – a jak rodzicom idzie i innym. Na tem kończę – pozdrów znajomych – ja codziennie modlę się za swoich parafian przed cudownym Obrazem, który umieściłem w Katedrze – Całuję Was serdecznie,

                                                                             Ks. M. Kaspruk, Kamień 22/7/46

W liście wymienieni są, m.in. trzej bracia Berezowscy: Józef (1906-1956), Zygmunt (1914-1998) i Stanisław (1922-2007), którzy po wojnie mieszkali w Tarnowie wraz z rodzinami. Józef Berezowski był kolejarzem, podróżował wiele po Polsce, odwiedzając rozproszonych krewnych i znajomych z Brzozdowiec.

Ksiądz Michał Kaspruk pisał także wcześniej wspomnienia, które dotyczyły jego doświadczeń w czasie I wojny światowej, gdy przebywał w Lubaczowie. Można je przeczytać tutaj.

Kiedy w czerwcu 1944 roku wojska alianckie wylądowały we Francji i utworzyły drugi front, nadzieja wstąpiła w serca Polaków na rychłe wyzwolenie. O powodzenie drugiego frontu patriotyczni mieszkańcy Brzozdowiec i okolicy zamówili Mszę św., którą odprawił ks. mgr Stanisław Kozłowski, miejscowy katecheta i kapelan oddziału AK przy odsłoniętym na ten czas Cudownym Obrazem Pana Jezusa Miłosiernego. Przyszło bardzo dużo ludzi, mimo, że termin nie został publicznie ogłoszony ze zrozumiałych względów. Wiadomość o drugim froncie i Mszy św. o jego powodzenie przekazywały sobie wzajemnie zaufane osoby. A tymczasem stawało się jasne, że te tereny wcześniej zajmą wojska radzieckie. Spodziewano się, że w tym wypadku wojska radzieckie poskromią oddziały UPA i z tej strony nic Polakom nie będzie groziło. Nikt nie przypuszczał, że trzeba będzie opuścić rodzinne strony. Obawiano się także przebiegu walk frontowych. Niemcy się jednak wycofali, w ślad za nimi ciągnęły wojska radzieckie. Niemcy na tym terenie nie stawiali oporu. Ostrzeliwali tylko ogniem artyleryjskim szosę Chodorów – Rozdół, którą przemieszczały się wojska radzieckie. Pociski padały też na Brzozdowce, rannych zostało kilku. Wiele osób z okolicznych domów schroniło się w kościele na czas ostrzeliwania. W tym czasie pewnej nocy ktoś zawiesił biało-czerwoną flagę na budynku TSL-u, zdjętą natychmiast przez Ukraińców.

W okolicy kwaterowała i operowała grupa polsko-sowieckiej partyzantki Mikołaja Kunickiego pseudonim „Mucha”. W swoim pamiętniku pisze m. in.

„Oddział Partyzancki im. Stalina  Wieś Granki/Hranki – Kuty 2.X.1944r.

Rozkaz. Zgodnie z rozkazem generała majora Saburowa oddział przybył do rejonu rozpoznania /wzg.392/.

Wysłano w nocy grupę rozpoznawczą do wsi Granki – Kuty, która nawiązała kontakt z łącznikami banderowców, dostarczyli oni tyle żywności oddziałowi partyzanckiemu, że nie był w stanie jej zużyć.

W dniu 31.X.1944 r. wszyscy dowódcy i łącznicy zostali aresztowani, między innymi łącznik UPA, który pracował od 1925 roku. Aresztowanych w liczbie 47 ludzi skierowano do powiatu Chodorów.

Dowódca  Oddziału Partyzanckiego.”

Krótki ten i zwięzły rozkaz wymaga uzupełnienia wiadomościami. Partyzantka M. Kunickiego rozpoznała dobrze rozmieszczenie UPA, a przede wszystkim znała hasło i odzew jakimi posługiwali się w tym czasie banderowcy. Upowcy byli przekonani, że wyrządzają przysługę bratniej organizacji. Wszystkich aresztowanych trzymano w zabudowaniach dworskich Fundacji St. Hr. Skarbka. Jeden z aresztowanych nazwiskiem „Bryndzak”, widocznie poczuwający się do większej winy popełnił samobójstwo. Pozostałych oddano w ręce NKWD w Chodorowie.

Dowódca oddziału partyzanckiego M. Kunicki złożył wizytę proboszczowi parafii Brzozdowce Michałowi Kasprukowi, który opowiedział mu o zorganizowanej obronie Brzozdowiec. Opowiedział też o historii Cudownego Obrazu Pana Jezusa Ukrzyżowanego i wiarę oraz nadzieję jaką w nim pokładają mieszkańcy Brzozdowiec i okolicy. Odsłonił Cudowny Obraz, przed którym Kunicki chwilę się modlił.

Rozpoczął się pobór do wojska. Polaków wcielano do Polskiego Wojska walczącego przy boku Armii Radzieckiej. Zginął w walce o Berlin Józef Piątkowski z Hranek. Szereg naszych żołnierzy walczyło o Wał Pomorski.

Przystąpił do akcji NKWD. Rozpoczęły się poszukiwania członków Armii Krajowej. Za przynależność do AK aresztowano. Ogółem aresztowano 12 osób. Wśród nich dowódcę na okręg Brzozdowce Stanisława Kordala st. ogniomistrza, Antoniego Antonickiego, Jana Kozakiewicza, N. Szymańskiego, łączniczkę Emilię Rokaszewską. Wszystkich skazano na 10 lat obozu pracy.

Równocześnie prowadzono usilnie agitację na rzecz wyjazdu Polaków na Ziemie Zachodnie. Zaczęli napływać Ukraińcy wysiedlani przez władze polskie z terenów Bieszczad. Postanowiono wyjechać razem. Rusini wyrażali żal z powodu wyjazdu Polaków, czynili to szczerze, nie kryjąc łez. Dobytek zwożono do Chodorowa, gdzie miały być podstawione wagony. Proboszcz ksiądz Michał Kaspruk postanowił wyjechać razem z parafianami. Naczynia, szaty liturgiczne, chorągwie pomogli zabrać parafianie. Cudowny Obraz Pana Jezusa postanowiono zabrać ze sobą. „Niech Cudowny Pan Jezus poprowadzi nas do nieznanego celu. Wszak to największy skarb jaki wieziemy ze sobą”. Tak mówili i dodawali i „jeszcze Relikwie Krzyża Świętego”. Pod taką opieką szczęśliwie dotrzemy do nieznanego celu. Figurki i feretrony przekazano proboszczowi greko-katolickiej cerkwi. Klucze od kościoła otrzymał proboszcz ks. Hapij. Dzwon wielki przekazano cerkwi.

Wnet po wyjeździe Polaków zaczęły się wśród ludności legendy, a to że figurka Matki Boskiej płacze, że z zamkniętego kościoła dochodzą na zewnątrz głosy organów i śpiew. Wyjazd Polaków był wielkim wydarzeniem wprost wstrząsającym i to zarówno dla Polaków jak i Rusinów.

Gdy już wszyscy byli w Chodorowie zdjęto Cudowny Obraz i zawieziono do Chodorowa. Zdjęcia tego najcenniejszego skarbu, jaki posiadało miasteczko dokonał Bronisław Rokaszewski, który był  bardzo tym przejęty i dokonał tego z największą czcią i szacunkiem, świadom historyczności chwili. Dwieście lat odbierał tu cześć zarówno od strony Polaków jak i Rusinów, obdarowywał łaskami zarówno jednych jak i drugich.

W październiku 1945 roku podstawiono nareszcie wagony dwóch pociągów, do których załadowali się Polacy z Brzozdowiec, Hranek i Krasnej Góry. Wielu „pasażerów” tego pociągu już nie żyje, wielu o tym koszmarnym wydarzeniu zapomniało.

Jedna z uczestniczek tego transportu zapisała na ten temat, pani Zofia Kordalowa tak opisuje:

„Co do wyjazdu tyle pamiętam, że wyjeżdżaliśmy 19 października 1945 roku. Bardzo długo czekaliśmy na wagony, otrzymaliśmy odkryte, dopiero w Łabędach przenieśli nas do krytych. Konwojentem naszym był ksiądz Kaspruk, ojciec mój był jego prawą ręką /Franciszek Berezowski/.

Kroczyliśmy wolno razem z Cudownym Obrazem z Brzozdowiec tak jak na Golgotę. Dojechaliśmy do Golczewa, bo dalej nie było torów, kilka rodzin t.j. kombatantów mieli gospodarstwa zajęte bo walczyli na tych terenach, inni musieli dopiero szukać. Będę długo pamiętała ten dzień, była to wigilia, deszczowy dzień, wozem woziliśmy swój dobytek do Trzebieszowa, gdzie ojca do siebie zabrał sekretarz. Długo tam nie byliśmy, w kwietniu 1946 roku byliśmy już w Kamieniu.”

Ks. Kanonik Michał Kaspruk od władz kościelnych otrzymał skierowanie do katedry w Kamieniu Pomorskim, gdzie w głównym ołtarzu umieścił Cudowny Obraz. Z czasem Obraz ten został przeniesiony do kaplicy, zwanej odtąd Kaplicą Brzozdowiecką.

Początkowy zamysł był aby wybrać na osiedlenie miejscowość podobną do Brzozdowiec i tam stworzyć nowe Brzozdowce. Przedstawiciele PURU oferowali po drodze te lub inne miejscowości, brzozdowianom żadna jednak nie odpowiadała. Grupa byłych żołnierzy z Franciszkiem Kotem na czele dążyła do osiedlenia się na Pomorzu Zachodnim. Po drodze jednak przez całą Polskę wiele rodzin wysiadało. Grupy przesiedleńców wysiadały już w Rzeszowie, Krakowie, Bielsku-Białej, dość spora grupa w Gliwicach-Łabędach, w Opolu i okolicy, koło Jeleniej Góry, Żagania, Kołobrzegu, Gdańsku i okolicy. Najliczniejsza jednak grupa w Kamieniu i okolicy. Ksiądz proboszcz Michał Kaspruk zawiesił Cudowny Obraz Pana Jezusa Brzozdowieckiego w Katedrze Kamieńskiej, gdzie odbiera cześć i obdarza łaskami dawnych i nowych parafian.

Z oryginalnego pierwopisu maszynowego spisał wiernie Stanisław Burlikowski,   w styczniu 2014 roku

W czwartek 16 stycznia o 10:45 TVP Historia wyemituje materiał z cyklu Cudowne miejsca poświęcony sanktuariom – odcinek ten będzie dotyczył Kamienia Pomorskiego i pośrednio Brzozdowiec.

Lektura ksiąg metrykalnych parafii brzozdowieckiej jest bardzo interesująca dla każdego, kto poszukuje ciekawostek genealogicznych i interesuje się historią Brzozdowiec i okolicy. Udostępnione na stronach AGAD skany ksiąg obejmują lata: 1835-1841, 1874 i 1903. Zapisy prowadzone są po łacinie, z różną dokładnością i nie zawsze czytelnym charakterem pisma, jednak znając typowe brzozdowieckie nazwiska, można się domyślać. Imiona podane są w brzmieniu łacińskim (np. Agnes – Agnieszka). Można próbować orientować się w koligacjach na podstawie informacji o tym, kto był świadkiem na czyim ślubie, albo kim byli rodzice chrzestni. Odnotowane są także nazwiska księży udzielających sakramentów, a przy zapisie narodzin znajduje się także nazwisko akuszerki, która odbierała poród. Pomocna w uzupełnieniu luk o narodzinach jest księga ślubów, w której czasem podane są daty narodzin państwa młodych, a także księga zgonów, gdzie niekiedy podana jest przyczyna śmierci. Możemy się więc dowiedzieć, że w roku 1874 wielu mieszkańców Brzozdowiec, w różnym wieku, zmarło na tyfus. Nie wiadomo, czy można to nazwać epidemią, ale większość zgonów wydaje się być spowodowana właśnie tą chorobą. Inną ciekawostką jest, pochodzący z 1903, zapis chrztu młodej Żydówki ze Złoczowa, która pół roku później poślubiła Polaka – tu potwierdziła się historia znana mi z rodzinnych przekazów ustnych, jednak Babcia nie znała nazwisk tych osób i nie pamiętała dokładnie, kiedy to było. Innym ciekawym wątkiem jest zmiana pisowni nazwisk w ciągu kilkudziesięciu lat obejmujących zapisy w księgach. Pojawiają się np. nazwiska: Wywiórski, Wewiórski, Wiewiórski, dotyczące prawdopodobnie tych samych rodzin, jak również: Freydenberg, Freudenberg i Freidenberg. Ogólnie zestaw brzozdowieckich nazwisk jest dość powtarzalny, co może trochę utrudniać odnalezienie własnych przodków, zwłaszcza z uwagi na luki w ciągłości zapisów. Najbardziej typowe nazwiska to (alfabetycznie): Berezowski, Bilicki, Bocheński, Burlikowski, Guga, Kłosowski, Kozłowski, Kulpa, Mendocha, Mroczkowski, Rodakiewicz, Struk, Szymański, Śliwak, Tatarewicz, Wesołowski, Wróblicki. Najbardziej popularne imiona dziewcząt urodzonych w III dekadzie XIX wieku to: Marianna i Rozalia. Śmiertelność dzieci była jednak, co typowe dla owych czasów, dość wysoka. Natomiast najbardziej długowiecznym mieszkańcem Brzozdowiec wydaje się być zmarły w roku 1838 stuletni Błażej Berezowski.

Na stronie archiwum AGAD (Archiwum Głównego Akt Dawnych) w Warszawie, można przeglądać skany wybranych ksiąg metrykalnych parafii brzozdowieckiej (należącej wówczas do dekanatu Świrz) i dokumentujących narodziny, śluby i zgony mieszkańców Brzozdowiec oraz ościennych miejscowości, takich, jak: Ruda, Czyżyce, Hranki-Kuty, Malechów, Laszki Górne, czy Borynicze.  Dostępne są trzy grupy dokumentów: z lat 1835-1841, z roku 1874 i z 1903. Nie wszystkie materiały są czytelne, ze względu na charakter pisma, ale także zbyt jasny skan informacji z 1874, który bardzo utrudnia czytanie. Klucz do terminologii łacińskiej można znaleźć również na stronie AGAD w poradach dla genealogów-amatorów. W najbliższym czasie postaram się opisać na stronie wybrane ciekawostki znalezione w archiwach.  Zachęcam do samodzielnych poszukiwań genealogicznych.

W zasobach Biblioteki Narodowej udostępnionych na stronie archiwum Polona można obejrzeć pocztówkę z Brzozdowiec, z serii, z której trzy pocztówki (widok kościoła, cerkwi i gorzelni) można oglądać w naszej galerii. Pocztówka ma znaczek austrowęgierski, pochodzi sprzed I wojny światowej (datowana na 1911) i była zaadresowana na nazwisko Jan Dręgiewicz, Żydaczów. Wydawcą pocztówki jest Saul Borek.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 28 other followers

%d bloggers like this: